czwartek, 19 listopada 2015

Cierpienie wpisane jest w ludzkie życie.

"Kiedy jedne drzwi się zamykają, inne się otwierają,
ale często tak długo i z takim żalem wpatrujemy się w te zamknięte,
że nie dostrzegamy otwartych."

Dobry wieczór.

Trudny okres przechodzę. Dojrzewania. Buntu. Już sama nie wiem do końca czego tak naprawdę. Jest dobrze, za chwilę zupełnie odwrotnie. Krzyczę na Boga, płaczę i czuję się nijako. Ludzie mnie chyba nie lubią. Ale mają powody. Jestem trudnym człowiekiem. Jednak naprawdę staram się być kimś. Kimś dobrym. Dla siebie
i innych. Uwierzcie.


Nie chcę końca roku. Nie chcę nowego etapu życia. Boję się zapomnienia. Boję się, że to wszystko co osiągnęłam… przeminie. Ludzie, których uwielbiam… zapomną, bo nie będą mieli mnie na co dzień. Wiem, to głupie. Wybaczcie, ale bardzo mnie to smuci. Odkąd zaczęłam przechodzić z klasy do klasy, nie bałam się zakończenia ani początku żadnego roku szkolnego. Ponieważ wszystko było na swoim miejscu.
To była rutyna. Piękna rutyna. Miałam pewność, że po wakacjach znów zawitam do właśnie tego miejsca, uśmiechnę się do wszystkich i będzie super. Teraz tak nie będzie. Nie jestem otwarta na świat. Nie jestem duszą towarzystwa. Obawiam się nowego życia. Gdy myślę teraz o końcu TEGO WSZYSTKIEGO, łzy lecą konkretnie i naprawdę szczerze. Bo poważnie nie chcę się stąd wynosić. Wiem, że muszę. (Cholera, czego ja w tym życiu NIE muszę?!) Ale jakoś nie potrafię. Boję się. Bardzo.

Nie chcę, żeby było tu kolejny raz tak przygnębiająco... mam coś dla was!
Przyszła mi na myśl analiza teraźniejszych koncertów i śpiewania na żywo kilkanaście lat temu. I doszłam do prostego wniosku. Dzisiejszych artystów lubię słuchać. Naprawdę lubię. Bo patrzeć na te pseudo-koncerty to aż żal. Piosenkarz może i daje z siebie wszystko, ale ludzie? Ludzie stoją i mają go gdzieś.
Absolutny brak szacunku. Bo oni muszą to nagrać. Zrobić trylion niepotrzebnych zdjęć. Myślę, że powinniśmy pewne sytuacje po prostu nauczyć się zapamiętywać w sobie. Uważam, iż mamy na tyle rozwiniętą wyobraźnię i pamięć, że te najpiękniejsze chwile z życia pozostaną nam w głowie. I kiedy sobie o nich przypomnimy... żadne filmy i żadne zdjęcia nie odtworzą tych emocji, które w danej chwilii w nas tkwiły. Takie jest moje zdanie.
https://www.youtube.com/watch?v=_B214CfGc2g - świetny głos Justina, po prostu świetny! Ale ci ludzie...
https://www.youtube.com/watch?v=zS3JXwcLIeg - a tutaj nie tylko przecudowny głos Tilla, ale również atmosfera panująca wśród bawiących się przy cholernie dobrych brzmieniach!
~~
https://www.youtube.com/watch?v=HRsj6nLhJvI 
To jedna z wielu melodii, przy której zdarza mi się uronić łzę. Ale w tej jest coś innego. Magicznego. Poruszającego. Niezwykle wspaniałego. Coś, co sprawia,
że mogę słuchać jej codziennie. I tak też robię. Odrabiam przy niej zadania domowe. Piszę notki, prace do szkoły. Czytam książki. Zasypiam. Jest niezwykła. Uwielbiam ją. I uwielbiam film, w którym została użyta. W najmocniejszych
i najpiękniejszych momentach. Jest perfekcyjna.
Zostań tu jeszcze przez chwilę,
Bo umieram.
Wewnętrznie Cię pragnę.
Zostań proszę,
Bo upadnę, się nie pozbieram.
Zostań błagam,
Bo umieram.
Bądźcie szczęśliwi!
~~Zbuntowany Anioł

środa, 11 listopada 2015

Więc idź. I upadaj.

"Trzymaj się z dala od ludzi, którzy pomniejszają twoje ambicje.
Mali ludzie zawsze tak czynią, a naprawdę wielcy sprawiają,
że i ty czujesz, że możesz być wielki."

Cześć i czołem.

Uwielbiam ten cytat. Uświadamiam sobie przez niego, jak ważne jest, by mieć w kimś oparcie. I, no właśnie, by mieć je w kimś wielkim. Na własnej skórze przekonałam się, że ludzie, którzy osiągnęli coś w życiu zwykli mnie chwalić, a jeśli już przyszło co do czego i mieli trochę na mnie pokrzyczeć... ten krzyk dał mi wiele do myślenia. Lubię swoje życie. Naprawdę je lubię. Właśnie przez to,
że otaczają mnie wspaniałe osoby. Uwielbiam to.


Jak dobrze, że mam w zanadrzu jakieś notatki, które nadają się na wstawienie ich tutaj. Dobrze czasem napisać coś „na zapas”, żeby w razie gorszego czasu móc tu wstawić cokolwiek. Bo to nie jest tak, że mi nie zależy. Nie robię tego, bo muszę. Nie mam określonego terminu. Ale przychodzą czasami takie momenty, kiedy tak bardzo mam ochotę wyklikać wam tu kilka słów, ale coś mnie zatrzymuje i nie daję rady. Szlag. Ostatnio moja matematyczka powiedziała, że jestem zbyt poważna jak na swój wiek. O matko i córko. No tak to bywa. Trudnym jestem człowiekiem,
tak bym bardziej rzekła. Ni to optymista, ni to pesymista. Ani ze mnie poważny człowiek, ani żaden wesołek. Jestem taką dziewczynką pomiędzy. Tak. Zdecydowanie. Jestem skomplikowanym dzieciakiem. No cóż.
Mam tu dziś dla was kolejny pseudo-wiersz. Marny jest, ale niesamowicie szczery. Chociaż w tych moich amatorskich wierszykach mogę w pełni wyrazić swoje uczucia. A jest ich mnóóóstwo.


Ludzie mówią: Ta DZISIEJSZA młodzież jest taka, sraka i owaka. Okej, nie wiem co mają na myśli obrażając mnie, ale trzeba coś z tym zrobić. Trzeba się przeciwstawić tym płytkim rozumom.
Zapytajcie swoich rodziców, a może nawet i dziadków, czy w ich czasach szesnasto/siedemnastolatkowie pili alkohol, brali dragi, etc. Mówię wam, czuję, że 3/4 odpowiedzi będzie pozytywnych. Obejrzyjcie: "My, dzieci z dworca zoo" i wróćcie do swoich słów sprzed chwilii. Poważnie? Kiedyś tak nie było? BYŁO, do cholery. I nie obrażają dzisiejszej młodzieży dorośli, ale ONI SAMI. Dacie wiarę?
To jest chore. Widzę te żałosne odpowiedzi na forach internetowych o tym, jak podobają się jakże "dojrzałym/dorosłym" nastolatkom lata 80/90, o których mają ZNIKOME pojęcie. Tak gadają na ten świat, na te czasy, ale nie widzę, ażeby robili cokolwiek w kierunku zmiany siebie i innych. Nic. Dosłownie. Siedzą na tyłku, wypisują jakieś nic nie znaczące farmazony i nie raczą zrobić NICZEGO, co sprawiłoby, że byłoby lepiej. Po gówno tracisz czas na wspominanie lat 90, skoro możesz zrobić coś, by w przyszłości TWOJE tak wychwalano. Po co, nie? Nie rozumiem tego i nigdy nie zrozumiem. To tak jakby wychwalać wszystkie inne relacje z rodzicami, nie próbując polepszyć swoich. Jaki ten świat jest chory. Chociaż nie. On jest piękny, może nawet idealnie skonstruowany, ale to my go schrzaniliśmy i wciąż to robimy. Chcę zmienić oblicze tego świata i nawet jeśli mi się nie uda... będę uśmiechała się do końca swoich dni, bo SPRÓBOWAŁAM,

a to już jest pierwszy i największy krok ku lepszej przyszłości.



Trzymajcie się, moi mili.

~~Zbuntowany Anioł

sobota, 7 listopada 2015

Zawsze jutro jesteśmy inni.

"Najtrudniej przewidzieć czyjąś przeszłość."

Serwus!
 
Jestem już. W końcu. Nareszcie. Nie wiem, co się stało. Zabierałam się do napisania czegokolwiek tutaj niemalże codziennie, ale jak widać - dopiero dziś się udało. Nie lubię robić czegoś, co faktycznie sprawia mi przyjemność, tylko po to, żeby było. Ot tak. Beznamiętnie. To jest dla mnie zbyt ważne, bym miała robić to "na odczep", żeby tylko zrobić. Bo wypada. Nie! Nie wypada robić czegoś bez miłości. Pasji. Czegokolwiek innego, co sprawiłoby, że dana praca będzie wykonana dobrze. Pokręcone to życie. W ogóle... ten listopad działa na ludzi źle. Kiedy widzę, że czyjeś życie się chrzani, a ja nie mogę nic z tym zrobić, bo nie podejdę do starszej osoby i nie zacznę jej pocieszać, nie? Właśnie. Ale mam nadzieję, że ta, która jeszcze kilka dni temu powiedziała:
"Mam dość wszystkiego i jestem zmęczona." niedługo znów się pozbiera
i wszystko się ułoży. Bardzo mi zależy na tym, by wszystko było u moich bliskich w porządku. Cóż, nie chciałabym, jak w ubiegłym roku, ażeby w listopadzie nie było żadnego wpisu.
Nie pamiętam, co się wtedy takiego stało, że nie pisałam calutki miesiąc. Nie będę się niczym tłumaczyła. Albo może. Uwierzcie, że to nie leń. Nie teraz. Po prostu są takie chwile, kiedy siadasz i zaczynasz coś pisać, ale zaraz po tym zgniatasz kartkę i wrzucasz ją głęboko do kosza. Nie sypie mi się życie, ale niektórym chyba tak,
a przez moją zbytnią wrażliwość nie potrafię o tym nie myśleć.
Ha! I kolejny raz potwierdzają się słowa mojej nauczycielki. Ale to jest trochę dobijające, bo to wcale nie są pozytywne rzeczy. Nie ważne.

 
Jestem w szkolnym wolontariacie. I wiecie co? Odwiedziłyśmy dzisiaj Dom Dziecka w Gnieźnie.
To było bardzo ciekawe przeżycie. Myślę, że dla mnie szczególnie, bo jeśli pomyślę sobie, że moi rodzice mogliby nie wybrać właśnie mnie... ups, już przybliżam temat. Cóż, zabrana zostałam z takiej placówki kilka miesięcy po urodzeniu, więc nie mam żadnego doświadczenia, ani nic z tych rzeczy, ale chcę, żebyście wiedzieli, że nie boję się mówić o tym, że moje życie potoczyło się właśnie tak.

Wiecie, niektórzy myślą, że mówienie o tym, to przekraczanie jakiś barier, granic prywatności. Ale moim zdaniem to właśnie jest WYJŚCIE poza te granice. To jest bardzo odważne wyjście, bo ludzie chyba trochę wstydzą się o tym mówić, a ja nie wiem dlaczego, no bo jeżeli trafili do dobrych rodzin, to myślę, że powinniśmy tutaj mówić o wygranej. Czasami mam wrażenie, że to jakieś bzdury, ale jestem już na tyle "dojrzała", by móc pewne fakty połączyć i faktycznie wychodzi z nich taka,
a nie inna historia. To nie jest łatwy temat, bo ja, owszem, wygrałam, ale wcale tak mogło nie być. Równie dobrze, ktoś mógłby mnie teraz tam odwiedzać, a nie odwrotnie. Rozumiecie. I mam łzy w oczach, pisząc to, bo to życie jest dla mnie mega ważne. Cholernie istotne. Bardzo, bardzo, bardzo piękne. Pomimo przeróżnych myśli, czynów, itd. Kocham to życie, bo pomagają przeżyć mi je ludzie ogromnej wiary. Wybrali właśnie MNIE. To taki mały cud, ale jednak cud.
I jestem za to niezmiernie wdzięczna.

Czasami ludzie pytają: "A chcesz poznać biologicznych rodziców?" Nie, nie chcę. Mam naprawdę gdzieś, kto mnie spłodził. Nie liczy się to, z czyjego narządu rozrodczego wyszedłeś, ale to, za czyim pośrednictwem jesteś tym, kim jesteś. 
(Wybaczcie zamazane twarze... "zasady".)


(To były kochane, pełne energii dzieciaki!)

 

Trzymajcie się.
 
~~Zbuntowany Anioł

piątek, 23 października 2015

Spotkanie z egzorcystą.

"Każde życie ma jakiś cel. Podziel się swoją historią,
a może pomożesz komuś odnaleźć jego własny."
Dobry wieczór.

Nie wspominałam tu o dzisiejszym spotkaniu, bo jakoś wypadło mi to z głowy.
Nie ważne. Jestem w szoku. Po tym co ksiądz nam przedstawił.


To jest takie, kurna, niepojęte, niezwykle poruszające, a jednocześnie cholernie straszne. To jest… to było niesamowicie świetne przemówienie, zajebiście dobre odpowiedzi na nurtujące pytania. To było coś, co wzbudziło we mnie ogrom emocji. Wielkie brawa za odwagę w takim życiu. Naprawdę. Po kilku godzinach nie da rady się nawrócić, ale te kilka godzin może do tego nawrócenia doprowadzić. I ja tak bardzo podziwiam tych ludzi. Tych księży i w ogóle głęboko wierzące osoby. Chylę czoła. I poważnie bije brawa, składam wielki szacunek.
Najzabawniejsze jest to, że nasza skromna ekipa składająca się z mojej osoby, z koleżanek: Marty, Pauliny i mej imienniczki zawsze coś w tym szalonym życiu wygrywa. Zawsze ma „fuksa”. Szczęście. Cokolwiek. Porozmawiałyśmy z księdzem na osobności, a na koniec odwiózł nas jeszcze do domów. Niesamowicie pozytywny człowiek i bardzo mądry. To się ceni. To się podziwia. To się chce słuchać. I z tego chce się wyciągać wnioski. Jakieś lekcje. Wiecie, wybiorę się przez jego słowa do spowiedzi, bo dał mi do zrozumienia, że jeśli wiemy, że coś jest złe, to się tego nie dotyka i tak być po prostu musi.
Chciałabym zmienić swoje życie. Chciałabym znów z wielką pobożnością, a może po prostu z czystym sercem, zacząć się modlić. Robiłam to kiedyś. Może z przyzwyczajenia, ale robiłam. Modliłam się wieczorami. Dziękowałam, przepraszałam i prosiłam. Czasami dawało to rezulataty, innym razem nie.
A może nawet dawało, ale wiara była słabiutka i tego nie dostrzegała.
Jaki ten świat jest pokręcony. Kurewsko pokręcony. Ale w tym tkwi jego niepojęte piękno.
Ale powiem wam, że to był naprawdę ksiądz z powołaniem. Pewnie nawet od samego Boga. I chwała Mu za to. Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze zdołam powiedzieć, że kocham Stwórcę tego przedziwnego świata. Nie wiem, naprawdę z czystym sumieniem nie mam bladego pojęcia. Ale liczę na to, że On gdzieś tam w sobie mnie rozumie. A przynajmniej się stara. I kocha mnie, mimo wszystko. Chciałabym, żeby kochał. I chciałabym, żeby był… zawsze. I żeby ta wiara miała jakiś cel. Jeju, jak ja bym chciała, żeby to nie poszło na marne. I w to wierzę. Wierzę, że to musi mieć jakiś sens. Bo to jest zbyt wielkie, zbyt głębokie, zbyt obszerne. To nie może być jakaś nicość, dupa, bezsens.

 ~~Zbuntowany Anioł

poniedziałek, 19 października 2015

Bądźmy niemodni, ale prawdziwi.

"Nie bój się stanąć w obronie tego, w co wierzysz,
nawet jeśli oznacza to, że stoisz sam."
 
Jaki macie stosunek do natury? Lubicie spoglądać na otaczający was świat?
Czy raczej idziecie przed siebie i mało was obchodzi wschodzące oraz zachodzące słońce?Nie ważne są dla was drzewa z pysznymi jabłkami? Mało istotny jest kwiatek rosnący przy ruchliwej drodze? Myślę, że warto się nad tym pochylić. Głębiej zastanowić. Bo ludzie ludźmi, ale kiedy sama zaczęłam przyglądać się niebu, to jednocześnie udało mi się dostrzec wiele innych, niesamowicie pięknych sytuacji. Mogłabym wstawać o wiele później. Kilka minut po siódmej. Ale nie robię tego. Bo takie widoki nie zasługują na przejście obok nich obojętnie. Świat przed siódmą jest niewiarygodnie wspaniały. Mówię wam! Niektórzy uważają mnie za dziwoląga, bo jak ktokolwiek może tak bardzo doceniać naturę świata?
Jak widać ktoś może. I czuję, że to, co robię jest dobre.
 
 
"Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe."
 
Patrzę na nas, przedziwnych ludzi, i zastanawiam się, dlaczego postępujemy tak,
a nie inaczej.
No bo spójrzcie… obrażamy innych (jeśli myślisz, że ty nie obrażasz, to odłóż na chwillę laptopa, telefon, czy cokolwiek z czego korzystasz, zastanów się nad sobą
i wróć czytać moje szczeniackie rozkminy), ale nikt mi nie powie, że sam chciałby doznać szykanowania. No ludzie, to bezsensu.
Myślę sobie, że gdybyśmy robili to, o co ludzie nas proszą, niektóre sytuacje byłyby o wiele przyjemniejsze. Nasze relacje z pewnością układałyby się znacznie lepiej.
I w ogóle wszystko byłoby prostsze. A może po prostu nie sprawiałoby tyle bólu, smutku czy cierpienia. Gdybyśmy tylko spróbowali sprawiać innym przyjemność w taki sposób, w jaki na pewno by tej przyjemności doznali. Warto się nad tym zastanowić. I warto nad tą umiejętnością popracować. Czyż nie?

 
Wiecie? Coraz bardziej nie mam ochoty chodzić do kościoła. Doskonale rozumiem, że przecież chodzi się tam dla Boga. Ok. Ale ksiądz też ma w tym jakiś udział, prawda? To w końcu za jego pośrednictwem, podobno, wypływa moc tego tam z góry. No i ostatnio jakoś ta moc nie wypływa. Przynajmniej ja tego nie potrafię odczuć. Staram się. Może nawet modlę. I nic. Pustka. I tęsknota za kimś, dzięki komu chodziłam do kościoła z uśmiechem… szerokim uśmiechem i ogromną radością. I nagle, ot tak, z dnia na dzień wszystko się posypało. Odeszli zajebiście mądrzy ludzie. Nigdy nie sądziłam, że można tęsknić za czyjąś mądrością.
A jednak. Ale! Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Może ten ktoś stawia na mojej drodze takich ludzi, bym jakoś te niechęci przezwyciężyła i doszła do niego (Boga) o własnych siłach. Kto wie… kto wie.
 
Mam nadzieję, że wszystko u was dobrze.
 
~~Zbuntowany Anioł


sobota, 17 października 2015

Nie ma zwykłych chwil.

„Rodzice nie powinni chodzić po ziemi dłużej od swoich dzieci.”
 
 
Cześć i czołem.
 
Wiecie, że dzisiaj pierwszy raz wzruszyłam się patrząc na statystykę? Sądziłam,
że dopiero przy kolejnym wpisie wejdzie wystarczająco dużo ludzi i licznik w końcu pokaże 7,000… a wchodzę dziś i widzę PONAD siedem tysięcy.
Jestem w ogromnym szoku. Jesteście wielcy. Nigdy bym nie pomyślała, że moje życie może się tak potoczyć. Nie sądziłam, że mogę dotrzeć tak wysoko i wciąż działać. Nie przestanę, bo to kocham. To jest najlepsza rzecz! Sprawia mi ogromną radość.
 

Poczułam chęć powrotu do wakacji, a może raczej do ich dwóch ostatnich, najpiękniejszych dni. Bardzo tęsknie za tym ogromnym szczęściem, które wypełniało całe moje ciało. Całą mnie.
Wszystko było takie dobre. Inne. Perfekcyjnie dobrane. Och, było tak cudownie.
Wiecie, kiedy myślę o tym ogromnym obciążeniu ze strony szkoły, rodziców, bliskich… wracam myślami do wakacji i momentalnie się uśmiecham. Bo to, co się wydarzyło do dziś jest dla mnie czymś wielkim, niezmiernie pięknym i nie mogę pojąć, że to wszystko naprawdę miało miejsce w moim skromnym życiu. Wdzięczność. Radość. Duma. Tyle emocji. Tyle szczęścia. Miłości. To było jedno z lepszych doświadczeń w moim życiu. Bardzo tęsknie. I spoglądam na nasze zdjęcia mając łzy w oczach. Bo to było coś fantastycznego!
(Lokowanie produktu, ups.)
Najgorsza jest ta świadomość, że na niektórych ludzi możesz tylko patrzeć.
Możesz ich jedynie obserwować. Czuć do nich pociąg. Wielkie pożądanie. Ale wiesz, że niczego więcej nie dostaniesz. Nie będziesz mógł ich nigdy dotknąć. Poczuć. Posmakować. Powiedzieć „kocham”. Bo to po prostu kurewsko niemożliwe. Ponieważ są inni. Dorośli. Nie z twojej półki. Są z zupełnie innej sfery. I jedyne, co ci pozostaje, to myśleć o nich w każdym momencie twojego życia. Możesz jedynie pisać o nich pieprzone wiersze. Albo wyobrażać sobie, że mogłoby być wam dobrze.
Polecam wam bardzo film „Biała sukienka”. Niezwykle przyjemny, prosty, polski film. Opowiada o nas samych. O wierze. O relacjach międzyludzkich i sąsiedzkich. Naprawdę warty uwagi.

Bywajcie.
~~Zbuntowany Anioł

czwartek, 15 października 2015

Słuchaj, patrz, milcz!

"I odpuść nam nasze winy,
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom."
 
Serwus!
 
Wielkie podziękowanie należy się mojej kuzynce Izie... człowiekowi,
z którym moje kontakty kończą się na przywitaniu. Poleciła mojego bloga na Facebooku i wczoraj w dwie godziny pojawiło się 200 dodatkowych wyświetleń. To jest piękne. Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
 
W końcu szóstka z rozprawki. Miło, bardzo miło. Byłoby mi również miło, gdyby udało wam się dotrwać do końca moich wywodów. Dzięki!
 
„Jakie wskazówki bycia dobrym człowiekiem odczytujesz z postaw bohaterów literackich/filmowych?”


              Być dobrym człowiekiem… to być tak naprawdę kim? Uległym, empatycznym, wyrozumiałym? Każdy z nas chce być dobry. Wobec siebie, świata
i ludzi, których na swej drodze napotyka. Na każdym kroku. Człowiek tak bardzo podąża za perfekcyjnością, że coraz częściej zapomina, iż bycie kimś dobrym,
to po prostu bycie sobą. Bycie kimś, kto przeżywa swoje życie zgodnie z osobistą filozofią miłości. To bycie kimś, kto uczy innych na podstawie własnych doświadczeń. Bycie dobrą osobą to szacunek dla swojego życia i hołd oddawany życiu swego bliźniego. Są tacy bohaterowie, w książkach jak również w filmach, którzy swoją postawą wyjątkowo nas intrygują. Nie zawsze autor czy reżyser jasno pokazują ich dobro. Spostrzeżenie tego, co może być w ich działaniu dobre, jest możliwe często tylko dzięki czytaniu między wierszami. To bardzo ważne, by mieć w sobie taką umiejętność. Często daje to o wiele więcej możliwości, by móc dostrzec w danym dziele coś pięknego. Jakąś prawdę życiową. Pouczenie egzystencjalne. Postaram się teraz przytoczyć kilka argumentów, które pokażą, jakie wskazówki odczytuję z postaw najróżniejszych bohaterów.
                „Myślisz, że ja od razu wiem, jak trudne było twoje życie, jak się czujesz, kim jesteś, bo przeczytałem Oliviera Twista? Wystarczająco cię to określa? Gówno mnie to obchodzi, ponieważ nie dajesz mi niczego, czego nie mógłbym znaleźć w jakiejś pieprzonej książce. Chyba, że pogadamy o tobie. Kim jesteś. To mnie fascynuje. Tego chcę. Ale ty tego nie chcesz, prawda? Przeraża cię to, co mógłbyś powiedzieć. Twój ruch, wodzu.” Jest to dość długi, ale idealnie przemawiający cytat. Obrazuje on nieco naszą słabość wobec samych siebie. Bo przecież doskonale wiemy, jak trudno jest mówić o sobie, swoim życiu, swoich zmaganiach, lękach, intymnościach. Psycholog, który wypowiedział te słowa, daje mi do zrozumienia, że ukrywanie swoich uczuć wobec osób, które stoją przed nami z otwartymi ramionami, jest czymś złym. Jest czymś, czego stosować nie powinniśmy. Każdy z nas jest tylko, a może aż człowiekiem.
Nie bez powodu film nosi tytuł „Buntownik z wyboru”.
Od nas zależy, jakimi ostatecznie ludźmi będziemy.
                „Nie ma na tym świecie obcych ludzi, a jedynie przyjaciele, którzy jeszcze się nie poznali”. Książka „Już nigdy Pan nie będzie smutny”, to taki rodzaj literatury po którym siadasz na wygodnym fotelu, by móc rozkoszować się mądrością zawartą w danym utworze. Główna bohaterka pokazuje mi, że warto czasem poświęcić siedem dni (a nawet jeszcze więcej, w zależności od wymagań tego, komu chcemy pomóc) komuś, kto może odmienić nasze życie. To nigdy nie jest pewne. Ale pewne jest, że lepiej żałować dokonanego czynu niż tego, do którego nawet nie podeszliśmy. Natomiast Pan, któremu bohaterka, starsza dama, pomaga, daje mi do zrozumienia, że warto przyjąć pomoc nawet od kogoś zupełnie nam nieznanego. Nawet od kogoś, kto wydaje nam się dziwny. Nawet, jeśli myślimy, że to nie da żadnych rezultatów. Nie będziemy bohaterami, jeżeli odrzucimy czyjeś szczere intencje. Jest to książka, dzięki której zrozumiałam, jak ważne jest życie i ludzie w nim. Dzieło to pobudziło we mnie chęć niesienia dobrej nowiny tym, którzy ją w sobie zatracili, a jednocześnie ożywiło ono me serce do przyjęcia pomocy od kogoś, kto chce podzielić się nią bezinteresownie.
„Żeby odbudować, najpierw trzeba zburzyć…” Zburzyć mur niepewności
i goryczy, a później można śmiało działać ku ulepszeniu ludzkiego bytu.
Swego i bliźniego.
                „Ktoś śmiesznie ubrany stoi za ławką, podnosi andrut, wszyscy przed świętym waflem padają na kolana. Albo to należy zlekceważyć i pójść własną drogą, albo szukać dalej.” Wiara… temat niezmiernie obszerny. Można dyskutować na temat Boga codziennie, o każdej porze, po prostu zawsze. To chyba najbardziej kontrowersyjna sprawa. Jednak autor cytatu, ks. Jan Kaczkowski, w książce „Życie na pełnej petardzie” w naprawdę prosty i dobitnie szczery sposób stara się udowodnić mi, że każdy błądzi. Każdy wątpi. Bo każdy poszukuje. Czegoś lub kogoś, kto w swej okazałości wyciągnąłby miłosierną dłoń i pomógł w byciu dobrym człowiekiem. Daje mi do zrozumienia, ze jeśli on, będąc księdzem, ma tak wiele wątpliwości, tyle zmagań ze swoją wiarą, to jak to może wyglądać u względnie „normalnej” osoby? Człowiek z jednym z dwóch najgorszych nowotworów wychodzi do ludzi z nadzieją, wiarą, miłością. Z dobrym słowem i zapałem do życia. Ten, któremu wróżyli śmierć, trwa w przygodzie życia do dziś.
I czuje się bardzo dobrze. Bo jest on niewątpliwie dobrym człowiekiem i tego samego uczy. Jego słowa, jego postawa, jego świadectwo uczą mnie żyć. Uczą mnie jak godnie żyć.
„Są takie momenty, które Bóg nam daje.” Mnie dał możliwość sięgnięcia po ową książkę i zagłębienia dobra, jakim emanuje właśnie ks. Kaczkowski.
                Reasumując… warto zagłębiać się w literaturę i filmografię. Bo, jak doskonale widać, są tacy bohaterowie, którzy na zawsze mogą odmienić nasze życie. Są bohaterowie, którzy daja nam wskazówki dotyczące bycia kimś… kimś dobrym.
 
~~Zbuntowany Anioł