czwartek, 15 czerwca 2017

Boże Ciało - Deum sequere.

"Gdy milczysz, zawsze masz nadzieję, że ta druga osoba przerwie to milczenie.
I najczęściej działa to w obie strony, dlatego tak wiele miłości i przyjaźni kończy się w sposób niewyjaśniony."

"[...] Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba." 1 Kor 10, 16-17

Hej!

Z wczorajszym zaliczeniem matematyki oficjalnie zakończyłam ten rok szkolny.
I choć będę musiała jeszcze nadrobić pewne niepoukładane sprawy, to od dziś nie myślę już o licealnych murach.
Cóż mogę powiedzieć... Jestem wykończona psychicznie. Presja, ciągła niepewność, lęk i cała masa innych negatywnych emocji, które przez tyle miesięcy kumulowały się we mnie. Codziennie, po trochu, coraz bardziej i bardziej, było ich więcej, były silniejsze w swym okrucieństwie. W znacznym stopniu to ja zawaliłam tak wiele sytuacji, z których mogłam wyjść bez ran, ale ta ciągła świadomość, że musisz zadowolić każdego wokół ciebie nie dawała spokoju. Dodajmy do tego moją wrażliwość i tęsknotę za dawnym życiem... Och, to był rok o którym chcę zapomnieć. Jest jednak kilka "ale"! Spotkałam wspaniałe koleżanki, stworzyłyśmy świetną ekipę i trzymamy się razem, co by się nie działo. Zmagania z poligonem, lekcje musztry, spotkania z żołnierzami - nowe doświadczenia, przygody godne pozostania w głowie. I ta piękna świadomość, że trafiłaś na polonistkę z krwi i kości, która zaraża cię pasją do języka polskiego i... tak mocno wierzy w siłę uczniów. Kłaniam się nisko i zawsze dziękuję Bogu, że postawił na mej drodze te kilka osób, które dają mi nadzieję na przeżywanie dobrego życia.
Dzisiejsza uroczystość jest dla mnie taką, która do końca życia pozostanie niezgłębioną tajemnicą. I bardzo dobrze. Nie wszystko musi być idealne pod względem naszego pojmowania świata.

Kiedy czytam drugie czytanie, przypominam sobie homilię biskupa Rysia na Lednicy: "[...] Księga Liczb i Księga Wyjścia mówi, że kiedy Mojżesz uderzył laską w skałę, to "wytrysnęła woda tak, że cały lud mógł się napić". Naprawdę chcecie pić sami Ducha Świętego? Naprawdę chcecie doświadczenia miłości od Boga w pojedynkę? Nie chcecie tego, żeby Duch Święty tej nocy uczynił nas wszystkich Kościołem? Żeby nas uczynił Ciałem? Żeby nas uczynił dla siebie wzajemnie członkami? Żebyśmy mieli poczucie, że każdy potrzebuje tego, który jest obok, i że każdy potrzebuje każdego z tych dziesiątków tysięcy, które są na tym polu? Nie chcecie, żeby Duch nas uczynił jednością?"
No właśnie... Mnie zawsze niesamowicie inspirują takie święta. Po pierwsze pokazują, że nie jesteśmy zamknięci w kościele, w swoich wspólnotach, parafiach i kiedy widzę, jak wielu nas jest na Mszy Świętej... To zapiera dech w piersiach i sprawia ogrom radości. Druga sprawa - Jezus jest niezwykle pokorny i za pośrednictwem księży może pokazać się całemu światu. Ukryty w monstrancji, a jednak otwarty na lud, który nie zawsze na Niego czeka.
Widzę pokorę także w postawie kapłanów... Oni doskonale wiedzą, że choć zostali powołani do służby, w gruncie rzeczy nie są godni, by nieść Kogoś tak wielkiego jak Jezus Chrystus. A jednak mają taką możliwość, schylają głowę i mają w swoich dłoniach niezmierzoną żadną miarą, bezcenną, delikatną Miłość. Miłosierdzie pod postacią chleba i wina, a jednocześnie Ciała i Krwi. Nie jestem kimś, kto mógłby wytłumaczyć sens przeistoczenia... Mogę jedynie się nad nim zachwycić i spróbować zachęcić was do tego samego. Do autentycznego przeżywania wiary. By inni mogli poznać nas po owocach pracy... niełatwej pracy, polegającej na głoszeniu Dobrego Słowa i czynieniu innym jak najlepiej.
Zdaję sobie sprawę z tego, że te dzieciaczki nie mają bladego pojęcia, dlaczego i dla Kogo sypią kwiatki, ale jest to bardzo wzruszające. One tak bezgranicznie się cieszą! I ufam, że Bóg także jest szczęśliwy, bo On doskonale wie z jakiego powodu ulice w jednej chwili stają się dywanami z kwiatów... z tego naturalnego aspektu, który został stworzony właśnie przez Niego. To jest takie zakręcone i niewiarygodnie piękne, że przysięgam, ale brakuje mi słów, by móc opisać fantastyczność tego typu przedsięwzięć.
"Eucharystia to nie wygodne grillowanie, ale spotkanie, które musi mnie realnie kosztować, które musi mieć przedłużenie po wyjściu z kościoła. Właśnie w moich z innymi relacjach. Eucharystia musi się zaczynać na długo przed przyjściem tu do kościoła. Gdzie? Ano właśnie w moich z innymi relacjach. Ona nie może być wyrwana z kontekstu mojego codziennego życia. Wtedy jest pustym znakiem, niezrozumiałym dla nikogo." - pisał dziś o. Grzegorz Kramer na swojej stronie internetowej. 

Najbardziej w życiu pragnę, by to, co tutaj piszę i to, o czym mówię na co dzień nie było sztuczne, monotonne, nie było tylko ładnie ujętymi słowami, ale faktycznym czuciem i świadomością Jego łaski. Naprawdę chcę mieć w sobie tak silną wiarę, ażeby móc oddać się Panu w całości, tak jak On robi to dla mnie, dla ciebie, dla wszystkich. Czy to zauważamy, czy nie. Czy w to wierzymy, czy nie. Czy żyjemy Jego Słowem, czy nie. A jak jest z wami? Co czujecie? 
Kilka wpisów wcześniej pisałam o nowym albumie Tau - "On" i choć Piotrek wstawił legalny, darmowy odsłuch, to mimo tego postanowiłam wczoraj kupić płytę... dwie płyty (!) i jestem bardzo dumna z tego, że on potrafi w tak niezwykle trafny sposób przelać swą silną wiarę na papier i dzielić się świadectwem z innymi. W listopadzie koncert w Gnieźnie. Trzeba dożyć. Dla takich cudów warto.
"[...] tak się cieszę, że On nikogo nie pospiesza z miłością. Zawsze masz czas na uwielbienie Stwórcy. On czeka. Nieustannie. Przez cały czas jest przy nas, ale tylko od nas zależy, czy my będziemy przy Nim. To cudowne. Zdawać sobie sprawę z tego ogromu wspaniałości, jaką nas Ojciec obdarza." - wpis sprzed roku w tą samą uroczystość.

Bazgroliłam dziś, przepraszam, ale są takie kwestie w życiu, których nie da się perfekcyjnie i tak jakby się chciało opisać oraz przekazać innym, niektóre trzeba poczuć na własnej skórze. Po prostu. 

~~Zbuntowany Anioł

czwartek, 8 czerwca 2017

Lednica - Spotkanie Młodych duchem.

"(...) Chcę odejść z powierzchni ziemi i stać się znowu ziemią, ponieważ śmierć jest lepsza dla mnie niż życie. Albowiem słuchać muszę wyrzutów niesłusznych i ogarnia mnie wielka boleść. Panie, rozkaż, niech będę uwolniony od tej niedoli! Pozwól mi udać się na miejsce wiecznego pobytu, nie odwracaj Twego oblicza ode mnie, Panie, ponieważ dla mnie lepiej jest umrzeć, aniżeli przyglądać się wielkiej niedoli mojego życia i słuchać szyderstw»."

"Nauczyłem się śmiać tym śmiechem, w którym nie ma ani odrobiny wesołości, który jest milion razy smutniejszy od łez."
Cześć.

Pewna dziewczyna, która prowadzi kanał na YouTube powiedziała: „Może ktoś ma jeszcze nadzieję, że tyle pięknych rzeczy czeka cię jeszcze w życiu… Wiadomo, że czeka, ale to będą tylko momenty, kurwa, co z całą resztą tej pieprzonej beznadziei?” I oczywiście z całego pokruszonego serca uwielbiam te cholerne momenty, kiedy jest mi dobrze, ale z drugiej strony jest ich tak niewiele, są krótkie, przemijają...
Odwiedziłam wczoraj poprzednią szkołę. Jedno pytanie: możemy porozmawiać? "Jasne" - odpowiedziała bez zastanowienia nauczycielka. Godzinna terapia.
Tego mi brakowało. Dorosłego spojrzenia na sytuację. Odpowiednich pytań. Konkretnych porad w przypadku tego, co tak niesamowicie zawaliłam. Gdy cały świat i ty sam wmawiasz sobie, że jesteś do dupy, ten jeden człowiek mówi ci: "Natalia, nie daj sobie wmówić, że jesteś beznadziejna. Beznadziejna co najwyżej może być sytuacja i to do czego niestety doprowadziłaś, ale nie ty!" Podniosły mnie te słowa na duchu. Cieszę się, że mimo wszystko mam do kogo wrócić i dostaję coś niezwykle istotnego, czego brak mógłby zaważyć na dalszych losach mej osoby. 
Do pisania o Spotkaniu Młodych na Lednicy przymierzałam się od niedzieli, ale jak to ze mną bywa... zaczynam dopiero dziś. Przechodząc do istoty sprawy... To był mój pierwszy raz w tym nieprawdopodobnie pięknym miejscu. 
Lednica to najcudowniejsze wydarzenie, jakie mnie ostatnimi czasy spotkało. Bez dwóch zdań. Bez jakiegokolwiek "ale". Dotychczas podchodziłam do tego typu spraw z ogromnym dystansem. Skakanie i śpiewanie na cześć Boga? W życiu!
A jednak... życie to życie - ma w zanadrzu niezliczoną ilość cudownych i nieprzewidywalnych zdarzeń. Za które, rzecz jasna, jestem mu ogromnie wdzięczna.
Lednica to miejsce niewątpliwie tętniące życiem i radością. To coś, czego nie możesz zapomnieć, chociaż wiesz, że powinieneś skupić się na innych sprawach. Ciągle masz w głowie wszystkie punkty, które miały tam miejsce. Był czas na taniec i śpiew, a za moment ponad siedemdziesiąt tysięcy (!) ludzi milknie, bo zaczyna się Adoracja czy Koronka do Bożego Miłosierdzia. I człowiek skupia się wyłącznie na modlitwie. W głównej mierze dziękczynnej za to, że mieliśmy możliwość wspólnego bycia na polach.
Ludzie byli tam nad wyraz fotogeniczni. Ich nogi klęczące dla Pana. Dłonie złożone w geście modlitwy. Kąciki ust uniesione ku górze, bo Duch Święty miał ich w swojej opiece. Wzrok skupiony na Panu Jezusie podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu.
Byłam przygotowana na to, co zobaczę, jeśli chodzi o spowiedź, ale to był taki pozytywny cios w serducho... Nie mogłam (i wciąż nie potrafię) wyjść z podziwu, jak fenomenalną robotę wykonują księża. Mieli czas dla każdego. Na domiar dobrego - mieli tego czasu tyle, ile potrzebowaliśmy. "Rozmowa czy spowiedź"? - zaczął kapłan. A po zakończeniu położył dłonie na mej głowie, za jego pośrednictwem Bóg odpuścił grzechy, a on przybił mi piątkę i serdecznie przytulił. Żadnego wstydu, dystansu, niechęci. Oni tam byli zdecydowanie DLA, a nie przeciw. Więc gdyby ktoś nie spowiadał się wiele lat albo potrzebowałby naprawdę porządnej konfrontacji z drugim człowiekiem - spowiedź lednicka to coś dla was. Warto się odważyć i wybrać Jezusa. Kolejne spotkanie dopiero za rok, ale może te ponad trzysta dni zmieni wasze myślenie i nabierzecie chęci? Polecam. Odwagi!
Różaniec, śpiewnik i puzzle - tegoroczne symbole. Różaniec malutki, skromny, idealny do kieszeni, do odmawiania Koronki czy modlitwy różańcowej. Śpiewnik przydatny, zwłaszcza, że uwielbiam chwytać za gitarę i grać pieśni religijne. Puzzle to nasza decyzja. Można je zatrzymać na pamiątkę albo przekazać komuś nieznanemu lub temu, z kim ostatnio wspólne relacje nie są w najlepszym porządku i mieć ufność, że drogi te znów się zejdą.
Ależ tam byli świetni ludzie! Robiłam zdjęcia niektórym koszulkom, bo wywarły na mnie ogromne wrażenie. Nie wstydzić się głosić Dobrej Nowiny, słów Chrystusa, to coś, co mnie fascynuje i sama chcę zacząć z dumą wychodzić na świat i mówić innym o Jezusie. Nikogo do niczego nie mam zamiaru zmuszać. Pragnę mówić, zostać wysłuchana i niech ludziska zdecydują sami, czego w życiu pragną. Miłość oczyszcza z grzechu. Mamy szansę. Z Nim zawsze. 
Są to akurat zdjęcia niewyreżyserowane, zrobione pod wpływem emocji, ale były sytuacje, kiedy pytałam moich bliźnich, czy mogę sfotografować ich górne części garderoby - nie odmawiali. Lekkie zdziwienie, ale w gruncie rzeczy myślę, że cieszyli się, iż udało mi się zauważyć właśnie te konkretne osoby. Całe życie przede mną, przygoda na tej stronie póki co nie chyli się ku końcowi, więc jeszcze nieraz będzie okazja, by te zdjęcia wam pokazać. Cierpliwości. 
Spontaniczność to coś, co napędza mnie do życia i cholernie motywuje. Wyobraźcie sobie - Klaudia robi mi pierwsze zdjęcie i nagle podbiega dziewczyna, której imienia nawet nie pamiętam i krzyczy, że ona też by bardzo chciała. Nieprawdopodobnie miła sytuacja!
A na drugiej fotce, moi mili, trzymam na swych rękach Oskara - chłopaka, który postanowił być tego dnia Kubusiem Puchatkiem i jeszcze dogłębniej rozweselać młodych ludzi. Poprosiłam go o zdjęcie (nie wziął za nie grosza), odsunął się i powiedział: Złap mnie! No i złapałam z ogromnym uśmiechem na ustach. Co za ludzie, co za atmosfera! Tak bardzo pragnę tam wrócić... Było doskonale. Jeśli dożyję do przyszłego roku - jadę, co by się nie działo. 
 
I to by było na tyle... Mówi się czasami "życie jak w Madrycie", to ja chcę dziś powiedzieć "życie jak na Lednicy". A to wszystko DZIĘKI Panu Bogu i na Jego chwałę! 

https://www.youtube.com/watch?v=0uMz2ssmVzY

PS: Wszystkie zdjęcia - z wyjątkiem tych na których widnieje moja parszywa gęba - są jednak AUTORSKIE i proszę... uszanujcie to.

Pokój wam! 

~~Zbuntowany Anioł

czwartek, 1 czerwca 2017

Dzień Dziecka - dajmy szansę.

"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia."

"Rozdałem talent i serce swym braciom
Chętnie przyjęli i już nie oddadzą
Nie, nie ma za co, mogę być dawcą
Weź jeszcze płaszcz, masz
Mogę tak stać nagi, póki w mym sercu jest Pan
Mogę tak trwać"

Serwus!

Dzień Dziecka... Dzieci to takie niewinne, bezbronne, pełne życia, radości, nadziei, miłości i wszystkich innych pozytywnych emocji istotki, które naprawdę powinny dostawać codziennie pozytywnego "kopa" od swoich najbliższych, który by im dał do zrozumienia, że są dobre, że mogą, że potrafią, że dadzą radę. Gdy będziemy tym młodym osobom wpajać systematycznie tego typu wskazówki, to mam sto procent pewności, że w siebie uwierzą i wszystko będzie na swoim miejscu. Róbcie tak. Swoim dzieciom, swojemu rodzeństwu, swoim młodszym kolegom.

Ja od moich dorosłych przyjaciół (w tym także rodziców) otrzymałam wiele łask. Ciepłe słowa, wzruszające komplementy, piękne porady. To pozwoliło mi wyjść w świat, nabrałam odwagi, chęci do działania. Ale kilka miesięcy temu niestety się ten zapał do życia wypalił. Pustka, niemoc. Dzieciaki nie powinny tego czuć. Nigdy. Nie w dzieciństwie. Nie od tego ono jest (skoro tak szybko przemija, jest "tylko jedno"), by było przeżywane w stresie, pod presją, w ciągłej niepewności czy to co robią ma sens. A przecież ma! Jeśli się starają, jeśli walczą, jeśli wykonują swoje obowiązki z uwagą, tak jak należy. I nieważne, że czasem podwinie się noga i upadną. Kto nie upada? Nie każdy jednak ma tyle siły, by wstać bez niczyjej pomocy i ponownie zacząć pracę. I nie ma mowy o tym, żeby je zostawiać na ziemi samych! Nie, nie, nie! Nie zgadzam się na to. Za wiele razy oberwałam, dostałam po pysku, nie miałam żadnej ręki, z którą mogłabym faktycznie i bezproblemowo przejść przez ciemności, na które akurat w tym okresie życia trafiłam. Dajcie im szansę. Młodym ludziom. Sobie wzajemnie. Bóg (z racji tego, iż dla Niego każdy jest dzieckiem) się nigdy nie odwraca, gdy my już nie widzimy sensu, już nie dajemy rady. Nigdy. Bądźmy jak On.
27 maja odwiedziliśmy Asię, by móc spędzić wspólnie sześć godzin przy dobrym jedzeniu, świetnej muzyce, genialnym towarzystwie. Takie spotkania poprawiają mi humor. Odciągają myśli od codziennych trudów i zmagań.
Obejrzałam wczoraj fragment pewnego wywiadu z Michaelem Patrickiem Kellym https://www.youtube.com/watch?v=UjrOQBnVQhw
Bardzo mnie zmotywował do tego, by wytrzymać, co by się nie działo. I zatrzymać... swoje ciało i swoją duszę na ziemi. Nie zniknąć. Nie stchórzyć. I może faktycznie pójść do zaufanej osoby, wygadać się, posłuchać, co ma do powiedzenia, ochłonąć i wytrwać jeszcze te dwa tygodnie. A później mieć święty spokój na dwa miesiące. Zdam wszystko (choć kurewsko się boję) i to będą najmilej spędzone wakacje w całym moim dotychczasowym życiu. Zrobię to. 
"Ludzie, którzy przechodzą bardzo trudny czas, którzy myślą o samobójstwie. Szukajcie pomocy, idźcie na terapię lub do dobrego przyjaciela. Dobry przyjaciel będzie słuchał. Zły powie: "a tam, nie jest tak źle!". Nie! Potrzebujecie kogoś, kto będzie słuchał, kto weźmie was za rękę i przejdzie z wami przez te ciemności. A wtedy jedyną rzeczą, którą mogę powiedzieć to "wytrzymaj". Jeśli przechodzisz przez to, po prostu "wytrzymaj". To może trochę potrwać, ale tam na końcu jest światło." - Michael Patrick Kelly

W poniedziałek rozpoczęliśmy dzień wiedzą o kulturze i zaczerwieniłam się, a jednocześnie uradowałam jak chyba nigdy w tej szkole! Kiedy przypomnę sobie, że w pierwszym semestrze nie chciało mi się uczyć tego, co należało z tego przedmiotu i psioczyłam na nauczycielkę, a nie na siebie, to czuję zażenowanie swoją postawą. Ale mniejsza z tym. Przy całej klasie (trzydzieści sześć osób, choć i tak nie każdy wtedy przyszedł) ta kobieta dotknęła najczulszego punktu mojej osoby - wrażliwości. "Bardzo lubię Twoją wrażliwość!" napisała przy pracy domowej, która polegała na wywołaniu zdjęcia/zdjęć, przypisaniu go do konkretnego kierunku fotografii i opisaniu. Och, jak niesamowicie się zawstydziłam. Było mi głupio. Jestem tylko Natalią. Ale to naprawdę... naprawdę miłe. "Nie wiem, co chcesz robić w przyszłości w życiu, ale pomyśl o tym..." Nie jestem pewna, co miała na myśli, ale chyba wierzy, że moje bazgroły mają jakieś szanse. Nawet dała mi znać o konkursie, który termin przesyłania prac ma do pierwszego września... Tyle czasu... Może spróbuję?

I wy wytrzymajcie. 

~~Zbuntowany Anioł

niedziela, 28 maja 2017

Wniebowstąpienie.

"(...) Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata."

"Ciężko mi, bo nie mogę się z Tobą zobaczyć, ale sądzę, że gdyby nie Ty, moje życie byłoby jeszcze gorsze. Kiedy rano w łóżku o Tobie pomyślę, mogę sobie powiedzieć: no, trzeba nakręcić sprężynę i żyć jak należy. Ty się tam starasz, a ja się muszę starać tutaj."

Dzień dobry.

O. Grzegorz Kramer mówił i pisał dziś o tym, byśmy przestali patrzeć w niebo,
a skupili się na tym, co mamy tu i teraz. O co chodzi? O to, by widzieć Boga w drugim człowieku. Możemy siedzieć w pierwszych ławkach w kościele, rączki mieć złożone (do modlitwy) całą dobę i modlić się... modlić bez końca. A możemy wyjść z domu i ujrzeć w bliźnim człowieczeństwo - ten piękny dar od Króla Świata. I także ja w ten sposób rozumiem dzisiejszą Ewangelię. Znowu powtórzę: nie bójcie się głosić Dobrego Słowa! Skądkolwiek i od kogokolwiek by ono nie wychodziło, jeśli obdarowujecie drugiego nadzieją - dobrze jest! I róbcie tak dalej.

Nie bardzo potrafiłam skupić się na kazaniu proboszcza, ale co utkwiło mi w głowie? Powiedział, że mamy ten jeden dzień w tygodniu, który możemy wykorzystać i przyjść do Pana Jezusa. Stworzenie świata jest dla mnie jednym z piękniejszych tekstów w Piśmie Świętym. Cały tydzień Bóg harował, by wybudować dla nas raj na ziemi, a w niedzielę... odpoczywał. Nie ma tam żadnego dopisku, żadnego "ale musiał jeszcze...". Niesamowite. I my również możemy poświęcić godzinę tego cudownego dnia na odpoczynek przy boku Zbawiciela. Nie musicie w kościele robić nic. Poważnie! Możesz przyjść i się zrelaksować. Usiąść, pomyśleć, pośpiewać, posłuchać, podziwiać budynek albo wspólnotę, albo oba te fantastyczne aspekty chrześcijańskiego życia. Bóg daje nam ogromne możliwości, otwiera dla nas wrota do lepszego świata, jest dla nas i przy nas. On już zadecydował czego pragnie (naszej radości i zbawienia). A na co decydujesz się ty? Czego pragniesz?
Ujął mnie ten widok przy ostatnich odwiedzinach Dziadka i Babci. Mam nadzieję, że to nie jest nieetyczne robić zdjęcia na cmentarzu... Może zabrzmi to głupio, ale lubię to miejsce. Naprawdę bardzo. W pozytywnym sensie zapiera dech w piersiach. Tyle uliczek, tyle grobów tych, którzy już nie muszą się o nic martwić, ogrom ludzi, którzy zmagają się ze stratą. I zawsze to właśnie cmentarz wzbudza we mnie potężne refleksje.
https://www.youtube.com/playlist?list=PLIJczGUpNvCN4iI7L3GEinRX41g1fpgR8 - nowy album fenomenalnego artysty (rapera) Tau pt. "ON". Utwory z tej płyty polecam posłuchać wieczorem albo kiedy będziecie mieli chwilę czasu na wpadnięcie w zadumę nad wzruszającymi tekstami i bitami.
https://www.youtube.com/playlist?list=PLIJczGUpNvCOI9-gXYbVTLHRj2Hbx50Gz - Piotrek zaszalał i przygotował drugą płytę: "OFF", którą możecie przesłuchać nawet zaraz po przeczytaniu tego, co dziś przygotowałam. 
Boża magia! Duch Święty wstąpił w serce Piotra i z Jego pomocą stworzył wspaniałą muzykę, którą trzeba się dzielić. Takich wartości nie da się zapomnieć
i nie można chować ich przed światem.

Spokojnej niedzieli!

~~Zbuntowany Anioł

piątek, 26 maja 2017

Nie dawaj dziecku miecza.

"moje serce dawno już pękło
zapomniał o mnie Bóg
też o Nim teraz nie myślę,
gdy lufę wkładam do ust"

"Chciałbym to powiedzieć inaczej, ale po prostu nie mogłem: to wszystko bez Ciebie - chuja warte. Niewypowiedziane słowa bolą bardzo długo. Czasem całe życie."
Cześć.

Przepraszam, że piszę zazwyczaj w weekend, ale przysięgam, że tylko wtedy mam chwilę, by usiąść przy laptopie i pomyśleć o czymś więcej niż jedynie o szkole.

W niedzielę (21.05) odbyła się nasza rocznica sakramentu bierzmowania. Dokładnie rok minął... Chyba jeszcze nie jestem w pełni gotowa, by móc napisać szczere i bezbłędne świadectwo swojej wiary. Jest duża, ale jeszcze nie ogromna. Aczkolwiek muszę przyznać, że ten dzień był momentem kulminacyjnym, mocno pchnął mnie ku temu, by nie bać się głosić Dobrego Słowa, nie wstydzić się mówić o tym, że Bóg jest dobry i choć życie potrafi się zawalić, a my jesteśmy na samym dnie, to trzeba mieć świadomość, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych i nasz Pan nie ma zamiaru zostawić nas w tych głębinach smutku. Skądże! On czeka po prostu na odpowiedni moment. Wiem, że chcielibyśmy już, tu i teraz, ale ludzkimi cnotami są spokój i cierpliwość podczas wyczekiwania na lepsze dni. U mnie jeszcze one nie nastały, ale im bliżej końca roku, tym głębsze mam przekonanie, że dam radę, że musi się udać i Pan Jezus jest ze mną, jest moim Pasterzem i nie pozwoli się poddać własnym słabościom, bo czym one są przy Jego miłości?
Także z ręką na sercu przyznaję, że Jezus prowadzi mnie przez życie i chciałabym, by jak najwięcej osób przyjęło to, co nam ofiaruje, a mianowicie bezcenne dary życia - miłość, pokój w sercu, nadzieję. I mówię... piszę wam: WARTO!
Tegoroczne Spotkanie Lednickie odbywać się będzie pod hasłem: "Idź i kochaj!". Ja już wyruszyłam, a ty?
Sześć osób i kuzyn Mateusza... Nie wnikam, może reszta nie miała czasu, ochoty. Nie ja jestem od sądzenia, oceniania, namawiania. Ale było naprawdę bardzo miło i dobrze jest czasami oderwać się od codziennej monotonni, spotkać starych znajomych, zjeść coś dobrego, pośmiać się, porozmawiać.
Wiecie co jest przykre? Czasami w życiu jest nam tak ciężko, że obarczamy tym przygnębieniem innych i jeśli oni też zmagają się z jakimiś problemami, ale nie mają na tyle odwagi czy ochoty nam o nich mówić, to stajemy pod murem i odchodzą nawet przyjaciele. Bo w pewnym momencie każdy ma prawo pęknąć, mieć już dość, a tobie jest wtedy jeszcze gorzej, bo wiesz, że zawalasz nie tylko swój świat, ale również najbliższych. Diametralnie zmieniłam się przez ten szkolny rok, ale podsumuję go dopiero pod koniec czerwca, kiedy wreszcie uwolnię się z tych pieprzonych murów. Ta szkoła nie jest zła. Broń Boże! Ale wyobraźcie sobie, że człowiek mówi wam: Życie to nieustanna walka o przetrwanie, musicie ciężko pracować każdego dnia, nie ma tu miejsca na przyjemności. I nagle masz ochotę się rozpłakać, bo nie tego się spodziewałeś po kimś, kto (chyba) powinien chociażby spróbować nakierować twoje myślenie na pozytywne aspekty tegoż bytowania na ziemi. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Bo mi jest bardzo źle, gdy nauczyciel przekłada na nas swoje nieudane życie. Przykro mi, że pani/panu nie wyszło, ale nie chcę, żeby przez to i mojej osobie się w nim (życiu) pochrzaniło. Ciekawe z czego to wynika. To wrogie i niesamowicie niemiłe podejście do młodego człowieka. Może chodzi o szacunek za szacunek? Ktoś się ostro przejechał i już nie ma zamiaru nikomu ufać. Próbuję, naprawdę próbuję te osoby w jakimś stopniu zrozumieć, ale bywa trudno, gdy samemu dopiero wkracza się w świat i poszukuje sensu, autorytetu, kogoś, kto mógłby być pewnego rodzaju kołem ratunkowym, pomocną dłonią wyciągniętą zawsze i wszędzie. Co by nie było, są też ci piękni dorośli, których uwielbiam z całego serca, kłaniam im się nisko za podejście do uczniów, często jestem wzruszona i poruszona tym, co i w jaki sposób dla nas robią. I chyba na tych ludziach trzeba się skupiać.
O tak właśnie wyglądam od kilku miesięcy... Czołgam się ze łzami w oczach po promocję do drugiej klasy. Zdobędę ją. Nie może być inaczej.

https://www.youtube.com/watch?v=dYnS6WGjATU

Hej, dziś chyba Dzień Matki, prawda? Och, jak ja kocham tę nieugiętą w swojej głupocie komercję. Ciekawe co myślą w takie beznadziejne dni ci, którzy kupują znicz, a nie czekoladki...

"Nie wiem, co w Twoim życiu jest powodem "parapetu", ale chcę Ci powiedzieć - jako ten, który z niego zszedł, że warto wrócić do pokoju, w którym podjąłeś/aś taką decyzję. Wrócić, zrobić sobie dobrej kawy, zapalić papierosa, włączyć kawałek dobrej muzyki i raz jeszcze popatrzeć na przestrzeń za oknem i dostrzec parę szczegółów z widoku, który rozpościera się przed Tobą." - Grzegorz Kramer. 

~~Zbuntowany Anioł

sobota, 20 maja 2017

Jest jak jest.

"Od jakiegoś przeklętego dnia codziennie budzę się niepewna. Nie jestem pewna czy wyłączyłam suszarkę, czy zamknęłam drzwi, czy spakowałam wszystkie książki, czy nie pomyliłam dni, czy jestem tutaj, czy nie, czy wszystko ze mną w porządku, czy aby na pewno pamiętam, żeby ubrać dziś najlepszy z uśmiechów..."

"Depresja nie jest wtedy, gdy chcesz tylko palić i pić. Depresja jest wtedy, kiedy nawet tego ci się nie chce."


Serwus!

https://www.youtube.com/watch?v=zXEQ_DY-5Co - dziś nie zachęcam do słuchania jej w trakcie, raczej do tego, byście po prostu od razu ją włączyli, zobaczyli czy wpadła wam w ucho i nie musicie dalej czytać. Chciałabym po prostu podzielić się tym utworem, bo kilka dni temu podczas oglądania pewnego filmiku bardzo się wzruszyłam, a w tle akurat puszczona była owa piosenka. Polecam! Zawsze chcę szczęścia drugiego człowieka. Nawet tego, który w choćby najmniejszym stopniu nie pokusiłby się o życzenie mi tego samego.
Musztra to fantastyczna sprawa. Uczy współpracy, pełnej powagi i skupienia, poprawnej postawy ciała. Ktoś patrzy z boku i widzi tylko grupę osób machających rękoma, ale przysięgam wam, że trzeba w to machanie włożyć wiele ciężkiej pracy. Żeby się zgrać, żeby nie marudzić, gdy setny raz nie wyjdzie. Dwie godziny, w pełnym słońcu. Topiliśmy się, ale panowie z Powidza byli niezwykle wyrozumiali i mili, więc w gruncie rzeczy się aż do bólu nóg i głowy (od przegrzania) nie napracowaliśmy.
Byliśmy w czwartek na spacerze podczas lekcji wychowania fizycznego. To są dobre momenty, które choć na chwilę utwierdzają mnie w przekonaniu, że... może nie jest aż tak źle. Ale co to tak naprawdę znaczy? Czym jest ten jeden wspólny wypad, który sprawił uśmiech na twarzy, jeśli cała masa innych sytuacji wprawia mnie w kompletne poczucie beznadziei. Zero radości, żadnych chęci do współistnienia na tym świecie z drugim człowiekiem. I muszę przyznać, że zaczyna mnie to niepokoić. Myślę nad skorzystaniem z fachowej pomocy, jakkolwiek to brzmi i cokolwiek sobie pomyślicie, skoro od zawsze pisałam, że nie byłabym w stanie zapłacić komuś za, już nawet nie dobrą radę, ale raczej swego rodzaju naprowadzenie na lepszą drogę, bez tego codziennego uczucia niechęci do świata. 

Nie jestem słaba, jestem zwyczajnie niepewna jutra i tego, czy w końcu, do cholery, coś się w tym życiu zadzieje. Bo póki co monotonia uderza z całą swoją potężną siłą w moje serducho, które bądź co bądź lubi jak się dzieje coś innego niż tylko spanie - szkoła - obiad - drzemka - dwa razy w tygodniu korepetycje - kolacja - zadania domowe - spanie i tak w kółko... To się nie kończy! A chciałabym jakiś przerywnik w tym pieprzonym schemacie. Niekoniecznie taki, który by zaraz miał obrócić moje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Nie, skądże! Ale gdyby tak wydarzyło się coś, o czym nie mogłabym zapomnieć przez kolejny tydzień... Naprawdę tego pragnę. Niby nic na siłę, ale o to właśnie codziennie proszę Boga - o tę sytuację, która wyróżniałaby się pośród znanej mi normy.
Trochę nie po kolei te fakty ostatniego tygodnia, ale nieważne... 
We wtorek dzięki uprzejmości sołtysa Gębarzewa po raz kolejny wybrałam się ze znajomymi do Teatru Muzycznego w Poznaniu. Tym razem na spektakl "Madagaskar". Było doprawdy mega zabawnie! Z olbrzymim zachwytem spoglądałam na ludzi na scenie, którzy bawili się najlepiej jak potrafią i robili to także po to, by rozbawić nas. To z pewnością trudna praca, ale jednocześnie myślę, że daje im ogrom satysfakcji, szczególnie wtedy, gdy przez kolejne pięć minut po występie widzowie stoją i nie raczą przestać bić brawa. Jest to na pewno także bardzo motywujące do dalszego działania na deskach teatru.
Stroje mieli genialne! Nigdy nie oglądałam Madagaskaru jako bajki w telewizji czy kinie, ale ów spektakl wrył mnie w fotel swoją doskonałością. Być może skierowany był raczej w stronę młodych odbiorców, ale i dorośli płakali ze śmiechu. A przecież o to właśnie chodzi! Świetna sprawa. Następny wyjazd w październiku, na nieco odważniejszy temat, ale co się może zdarzyć do października... wie tylko Bóg. 
"Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie."

Trzymajcie się.

~~Zbuntowany Anioł

sobota, 13 maja 2017

Szukam.

"Wszystko mija tak szybko, że boisz się mrugać."

"Mam ochotę się wtulić, tak z całej siły, w kogoś, komu mogę zaufać (...).
Chciałabym pozostać w tej pozycji wiele, wiele godzin, aż spłynie ze mnie cały gniew, bunt, cały ten cholerny, wielotonowy smutek."

Cześć! 

Od dwóch tygodni męczę się, by coś dla was napisać. Naprawdę sprawia mi to ból i jest nie lada wyzwaniem, bo czuję "wypalenie", mam wrażenie, że już nie umiem tworzyć, ubierać rzeczywistości w słowa. Kompletny brak jakichkolwiek sił, żadnej motywacji, weny. Czuję pustkę, frustrację, same negatywne emocje.

Majówka była do dupy. Odpoczęłam, to oczywiste, ale pogoda nie do życia. Nie usprawiedliwiam nią swojego złego samopoczucia, ale bądź co bądź chyba ma na nas jakiś wpływ. Przynajmniej na mnie.
Wczoraj na termometrze dwadzieścia stopni, na niebie palące słońce, a dla klas mundurowych przygotowana dwugodzinna musztra na stadionie. Dwóch żołnierzy z Powidza przyjechało. Akurat trafiliśmy na tego, który przy najmniejszej pomyłce mówił: Beret w lewą rękę i kółeczko. Mnie również zdarzyło się zakręcić i trzeba było wykonać zadanie. Ale dałam radę. Stronię raczej od wysiłku fizycznego, a jednak kiedy jestem w mundurze i mam świadomość kto na mnie patrzy, to nie myślę o niczym i po prostu biegnę. Chociaż boli (uroki desantów i niezbyt dobrej kondycji), chociaż gorąco, chociaż się nie chce, to człowiek wykonuje co do wykonania ma i po sprawie.
"Człowiek może być wszystkim" mówi nasza polonistka podczas omawiania utworu Giovanniego Pico della Mirandola - O godności człowieka.
"(...) najbardziej szczęśliwą i najbardziej godną wszelkiej czci istotą jest człowiek (...)" - czytam ten tekst i jestem zachwycona! Lekcja polskiego również niezwykle mnie ujęła.

Zawsze myślałam, że nie jestem w stanie dojść do momentu, kiedy moje życie nie będzie życiem, ale bytowaniem... rozumiecie? Ja jestem na tym świecie i nic poza tym. Nic nie powoduje u mnie takiej radości, jaką odczuwałam jeszcze ponad pół roku temu. Wiem, wiem! Nie można, w żadnym wypadku, ciągle wracać do przeszłości, ale to jest coś, co mnie zamknęło w swych sidłach i mimo iż nie wspominam jej tak jak robiłam to na początku roku szkolnego, to jednak nieustannie gdzieś z tyłu głowy pojawiają się wyjątkowo drażniące myśli, które dają mi do zrozumienia, że od dziewięciu miesięcy szukam punktu zaczepienia, koła ratunkowego, kogoś albo czegoś, co by nie tyle pozwoliło mi zapomnieć, ale by mnie uratowało, nadało życiu sens, zmieniło spojrzenie na to wszystko, również na samą siebie. Szukam i do dziś nie znalazłam. Coraz więcej spraw podupada, w tym i ja z dnia na dzień się kruszę, maleję, słabnę. Ostatkiem sił trzymam się Jezusa i Jego słów: "(...) Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności (...)" oraz tego, o czym pisał święty Piotr: "(...) A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków. Amen."
https://www.youtube.com/watch?v=NgPhDHy5iAg

Trzymajcie się. Chociaż wy! 

~~Zbuntowany Anioł