Hej wszystkim!
Znacie to uczucie, gdy idziecie spać, przykładowo o 2:00, i myślicie sobie: Wow, za
chwilę obudzę się i będzie już TEN dzień! I nagle zdajecie sobie sprawę, że
przecież został wam jeszcze cały dzień do tego długo wyczekiwanego. Och, to
irytujące.
Postaram się, by te życzenia były krótkie, zwięzłe i… po prostu na temat.
Życzę Wam przede wszystkim, ażeby te święta były okazją do pojednania.
Żebyście
dzieląc się opłatkiem życzyli tego, co wy również czujecie. Zawsze nawiązuje do
słów księdza, który powiedział, że nie powinniśmy życzyć np. zdrowia, jeśli
sami się tacy nie czujemy. No nie ważne. Spróbujcie sprawić innym radość
PIERWSI wyciągając rękę na znak pokoju. Jeżeli wydaje wam się to dziwne, nie
fair, czy może nawet niemożliwe, pomyślcie nad tym: Nie ma rzeczy niemożliwych,
są tylko możliwe blokady w naszym umyśle, czy sumieniu. Czyż nie?
Druga sprawa… życzę Wam cholernie dużo uśmiechu. Nie tylko tego na twarzy, ale
również tego w duszy, a także uśmiechu losu. Niech Wam się powodzi jak
najlepiej.
Życzę Wam również spełniania swoich najskrytszych marzeń, dążenia do celu,
robienia z ogromną radością tego, co najbardziej lubicie. Tylko nie zapomnijcie
przy tym o reszcie świata!
Wspaniałych prezentów… nie tylko tych materialnych, ale właśnie takich pod
postacią cudownych życzeń.
Najedzcie się do syta, idźcie na pasterkę i NIE ZAPOMINAJCIE o tym, o czym
wspominałam w ostatnim poście… te święta, to przede wszystkim czas do
świętowania NARODZIN, sami wiecie czyich.
Trzymajcie się ciepło i nie wyglądajcie przez okna, najlepiej to spuście
rolety, zapalcie lampki na choince, puśćcie kolędy i rozkoszujcie się
zajebistym klimatem.
~~Zbuntowany Anioł
wtorek, 23 grudnia 2014
niedziela, 21 grudnia 2014
Święta Bożego Narodzenia.
Dzień dobry.
Kolejna niedziela, kolejne kazanie, kolejne przemyślenia.
Wiecie dlaczego tak bardzo lubię słuchać kazań? Bo wiem, że nie jest to regułka…są to jak najbardziej szczere słowa i pisząc tutaj swoją własną interpretację mam wrażenie, że ksiądz nie mówi tego wszystkiego na marne. Rozumiecie? Jest taka Natalia, która wpatrzona przez nawet pięć minut w głoszącego mądre słowo człowieka przekazuje je dalej właśnie tutaj. Ktoś może pomyśleć, że pisząc to mam jakieś wysokie mniemanie o sobie… Nie, nie, spokojnie, ja po prostu czuję się spełniona wiedząc, że on nie mówi tego na próżno. Zdecydowanie.
Święta Bożego Narodzenia, to przede wszystkim właśnie BOŻE NARODZENIE. Narodzenie zbawiciela, w którego wierzą tłumy. Bóg naprawdę musi być cholernie dumny i szczęśliwy, że tak wiele osób podąża jego śladami, nie dosłownie, ma się rozumieć. Musi tryskać ogromną radością widząc, ile ludzie dla niego poświęcają. Czy ja poświęcam? Och, nie wiem, nie chcę rozwodzić się na ten temat. Myślę, że po prostu zdaję sobie sprawę, iż te święta to właśnie czas dla Niego. Musimy uświadamiać sobie, że gdyby nie Bóg, gdyby nie to wszystko, co od tysięcy lat ludzie przekazywali… nie pisałabym tego, a wy – ci wiedzący, dlaczego siadają przy świątecznym stole i ci drudzy, nie robilibyście tego wszystkiego, co robicie. Wiecie, powinniśmy poświęcić ten piękny czas właśnie na słuchanie tego, co ma nam Bóg do powiedzenia. To jest właśnie czas na odszukanie jego słowa, które trafi prosto w nasz umysł, prosto w naszą duszę.To jest czas dla wątpiących, a może i nawet niewierzących, by zatrzymali się na chwilę i pomyśleli, że chyba jednak nie zachowują się wobec niego fair. Bo tradycja, bo co sobie sąsiad pomyśli. Hej, wielki ateisto… przez cały rok wypierasz się wiary, mówisz jakie to chore, bla, bla, bla. Ale kiedy przychodzi Wielkanoc, czy PRZEDE WSZYSTKIM owe święta – nagle tryskasz radością, nagle siadasz przy stole, łamiesz się opłatkiem. Kurczę, to smutne. Poważnie. Jestem tylko Natalią, chyba nie mam wpływu na innych, ale jeżeli mam możliwość przekazania dobrego słowa – robię to. I kieruję to wszystko właśnie do niewierzących, wątpiących i właściwie do samej siebie, byśmy uwierzyli w moc świąt, ale tych świąt związanych z Bogiem, a nie tej otoczki popieprzonego materializmu. Spróbujmy! Serio, spróbujmy wsłuchać się w głos rzekomego zbawiciela, bo być może przy śmierci albo to my zdziwimy się, że jednak jest COŚ albo zdziwią się ci, którzy niekoniecznie wierzą w: Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz.
~~Zbuntowany Anioł
Wiecie dlaczego tak bardzo lubię słuchać kazań? Bo wiem, że nie jest to regułka…są to jak najbardziej szczere słowa i pisząc tutaj swoją własną interpretację mam wrażenie, że ksiądz nie mówi tego wszystkiego na marne. Rozumiecie? Jest taka Natalia, która wpatrzona przez nawet pięć minut w głoszącego mądre słowo człowieka przekazuje je dalej właśnie tutaj. Ktoś może pomyśleć, że pisząc to mam jakieś wysokie mniemanie o sobie… Nie, nie, spokojnie, ja po prostu czuję się spełniona wiedząc, że on nie mówi tego na próżno. Zdecydowanie.
Święta Bożego Narodzenia, to przede wszystkim właśnie BOŻE NARODZENIE. Narodzenie zbawiciela, w którego wierzą tłumy. Bóg naprawdę musi być cholernie dumny i szczęśliwy, że tak wiele osób podąża jego śladami, nie dosłownie, ma się rozumieć. Musi tryskać ogromną radością widząc, ile ludzie dla niego poświęcają. Czy ja poświęcam? Och, nie wiem, nie chcę rozwodzić się na ten temat. Myślę, że po prostu zdaję sobie sprawę, iż te święta to właśnie czas dla Niego. Musimy uświadamiać sobie, że gdyby nie Bóg, gdyby nie to wszystko, co od tysięcy lat ludzie przekazywali… nie pisałabym tego, a wy – ci wiedzący, dlaczego siadają przy świątecznym stole i ci drudzy, nie robilibyście tego wszystkiego, co robicie. Wiecie, powinniśmy poświęcić ten piękny czas właśnie na słuchanie tego, co ma nam Bóg do powiedzenia. To jest właśnie czas na odszukanie jego słowa, które trafi prosto w nasz umysł, prosto w naszą duszę.To jest czas dla wątpiących, a może i nawet niewierzących, by zatrzymali się na chwilę i pomyśleli, że chyba jednak nie zachowują się wobec niego fair. Bo tradycja, bo co sobie sąsiad pomyśli. Hej, wielki ateisto… przez cały rok wypierasz się wiary, mówisz jakie to chore, bla, bla, bla. Ale kiedy przychodzi Wielkanoc, czy PRZEDE WSZYSTKIM owe święta – nagle tryskasz radością, nagle siadasz przy stole, łamiesz się opłatkiem. Kurczę, to smutne. Poważnie. Jestem tylko Natalią, chyba nie mam wpływu na innych, ale jeżeli mam możliwość przekazania dobrego słowa – robię to. I kieruję to wszystko właśnie do niewierzących, wątpiących i właściwie do samej siebie, byśmy uwierzyli w moc świąt, ale tych świąt związanych z Bogiem, a nie tej otoczki popieprzonego materializmu. Spróbujmy! Serio, spróbujmy wsłuchać się w głos rzekomego zbawiciela, bo być może przy śmierci albo to my zdziwimy się, że jednak jest COŚ albo zdziwią się ci, którzy niekoniecznie wierzą w: Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz.
~~Zbuntowany Anioł
piątek, 19 grudnia 2014
Odi profanum vulgus et arceo.
Hej wszystkim.
Zauważyłam, że my się w tym życiu tak naprawdę nie spełniamy. Żyjemy, bo musimy, pracujemy, bo musimy, edukujemy się, bo musimy. Wszystko, kurna, jest nam narzucone z góry. Wierzymy w tego, a nie innego Boga, nie dlatego, że musimy, tylko z powodu rodziców, czy niechęci odrzucenia. Mówimy: jesteś uczniem –musisz wykonywać swoje obowiązki. Jesteś pracownikiem –musisz słuchać się szefa. Ok… nie musisz. Jesteśmy, z natury, bandą dzikusów. Tak naprawdę niczego nie musimy robić, ale w rzeczywistości i tak to robimy, ‘’bo wypada’’. Codziennie zadaję sobie trud i rozmyślam nad tym, dlaczego nie chcecie oderwać się na chwilę od tego, co od zawsze zdawało wam się być ‘’normalnością’’. Chociaż na jeden dzień. Nikt was nie zabije, spokojnie. Korona wam z głowy też nie spadnie, o to się bać nie musicie. Poważnie. Czy tylko ja w tej chwili czuję chęć odejścia od tego żałośnie pchającego się w ‘’normy dwudziestego pierwszego wieku’’ tłumu? Dlaczego tak bardzo się tego boicie? Ok, nie zwracam się tu bezpośrednio do każdego, kto przeczyta moje szczeniackie rozkminy, ale chciałabym, byście się nad tym zastanowili. I mówię całkiem serio. Pomyślcie, co by było, gdybyśmy nagle zbuntowali się wszystkim prawom. Chaos, prawda? Taaa. Ale tak właśnie wygląda życie przedstawiciela podgatunku: homo sapiens, do którego tak niewielu potrafi się przyznać, a przynajmniej bardzo mała liczba osób zdaje sobie sprawę z bycia nim. Gatunek ludzki to bzdura, ale skoro już tu jesteśmy… nie bójmy się być indywidualistami. I nie mówię tu o farbnięciu włosów na czerwono, zrobieniu sobie na czole tatuażu w kształcie peni… sami wiecie. Nie o takiej indywidualności myślę. Po prostu głośno i wyraźnie głoście swoją prawdę, zawsze trzymajcie swoje zdanie i nie dajcie się innym, bo w tych czasach, jak sami wiecie, jest to cholernie trudne. Życzę wszystkim, byście nie bali się, nie tyle odchodzić od tej całej normy społecznej, co próbowali patrzeć na życie i to, co robimy z innej strony. Warto, naprawdę.
I zaznaczam, że jest to moje zdanie. Nie mam na celu urażenia niczyjej dumy, honoru, duszy, serca, Boże, niczego. Uwierzcie.
Następna notka już z życzeniami. (:
~~Zbuntowany Anioł
Zauważyłam, że my się w tym życiu tak naprawdę nie spełniamy. Żyjemy, bo musimy, pracujemy, bo musimy, edukujemy się, bo musimy. Wszystko, kurna, jest nam narzucone z góry. Wierzymy w tego, a nie innego Boga, nie dlatego, że musimy, tylko z powodu rodziców, czy niechęci odrzucenia. Mówimy: jesteś uczniem –musisz wykonywać swoje obowiązki. Jesteś pracownikiem –musisz słuchać się szefa. Ok… nie musisz. Jesteśmy, z natury, bandą dzikusów. Tak naprawdę niczego nie musimy robić, ale w rzeczywistości i tak to robimy, ‘’bo wypada’’. Codziennie zadaję sobie trud i rozmyślam nad tym, dlaczego nie chcecie oderwać się na chwilę od tego, co od zawsze zdawało wam się być ‘’normalnością’’. Chociaż na jeden dzień. Nikt was nie zabije, spokojnie. Korona wam z głowy też nie spadnie, o to się bać nie musicie. Poważnie. Czy tylko ja w tej chwili czuję chęć odejścia od tego żałośnie pchającego się w ‘’normy dwudziestego pierwszego wieku’’ tłumu? Dlaczego tak bardzo się tego boicie? Ok, nie zwracam się tu bezpośrednio do każdego, kto przeczyta moje szczeniackie rozkminy, ale chciałabym, byście się nad tym zastanowili. I mówię całkiem serio. Pomyślcie, co by było, gdybyśmy nagle zbuntowali się wszystkim prawom. Chaos, prawda? Taaa. Ale tak właśnie wygląda życie przedstawiciela podgatunku: homo sapiens, do którego tak niewielu potrafi się przyznać, a przynajmniej bardzo mała liczba osób zdaje sobie sprawę z bycia nim. Gatunek ludzki to bzdura, ale skoro już tu jesteśmy… nie bójmy się być indywidualistami. I nie mówię tu o farbnięciu włosów na czerwono, zrobieniu sobie na czole tatuażu w kształcie peni… sami wiecie. Nie o takiej indywidualności myślę. Po prostu głośno i wyraźnie głoście swoją prawdę, zawsze trzymajcie swoje zdanie i nie dajcie się innym, bo w tych czasach, jak sami wiecie, jest to cholernie trudne. Życzę wszystkim, byście nie bali się, nie tyle odchodzić od tej całej normy społecznej, co próbowali patrzeć na życie i to, co robimy z innej strony. Warto, naprawdę.
I zaznaczam, że jest to moje zdanie. Nie mam na celu urażenia niczyjej dumy, honoru, duszy, serca, Boże, niczego. Uwierzcie.
Następna notka już z życzeniami. (:
~~Zbuntowany Anioł
piątek, 12 grudnia 2014
Próba realizacji marzeń.
Witam.
Dzisiaj tekst sprzed roku, ale nieskromnie przyznam, że bardzo przypadł mi do gustu.
Otóż to. Każdy powinien chociażby spróbować zrealizować swoje marzenia, bo jeśli nie spróbujemy – nigdy nie dowiemy się, czy było warto. Ludzie mają tendencję do zakładania wszystkiego z góry, dlatego brakuje im czasu na marzenia, bo: ‘’przecież i tak nic z nich nie wyniknie’’. Oczywiście, jeśli będziemy tylko siedzieli, narzekali i nie raczymy nawet spróbować, to wiadome, że żadnych efektów nie dostaniemy. Poza tym… ludzie ostatnio zrobili się bardzo ‘’pesymistyczni’’. Mało kogo cieszy słońce przebijające się zza chmur, ażeby choć na chwilę rozjaśniło ten nasz jakże szary świat. Rzadko zdarza się, by kogoś cieszył fakt, że mógł znów wstać z łóżka jako zdrowy człowiek, że ma co jeść, gdzie mieszkać. Taki paradoks, że z tych jakże małych rzeczy potrafią czerpać radość ludzie niepełnosprawni, czy z góry pokrzywdzeni przez los. To przykre, że ci, którzy mają bardzo dobre życie, pod chociażby względem zdrowotnym, nie potrafią tego docenić. Myślę, że marzenia to nie tylko sfera fantastyczna, gdzie szukamy księcia na białym koniu i oczekujemy nie wiadomo czego. Ludzie zbyt ogólnie zastanawiają się nad sensem marzeń i wymyślają cuda nie widy w związku z tym tematem i być może dlatego z góry są tak negatywnie nastawieni do tego, by je mieć, a co dopiero próbować je zrealizować. Cel to zadanie, jakie wyznaczamy naszym marzeniom. Właśnie. Cel uświęca środki i tego powinniśmy się trzymać. Marzenia są pokarmem ludzi wygłodzonych duchowo, są potporą wątpiących, są nadzieją, a w końcu nadzieja jest matką wytrwałych w swoich przekonaniach, nadają sens życiu, a człowiek bez marzeń jest jak drzewo bez kory. Oczywiście są realiści, którzy twardo stąpają po ziemi i biegną za majątkiem, czy różnego rodzaju dobrami materialnymi. W życiu każdego pojawiają się myśli o lepszym życiu, pytanie tylko: jak je lepszym uczynić? Nic nie zdziałamy siedząc i wiecznie narzekając, dlatego najważniejsze to wziąć się w garść i chociażby spróbować uczynić marzenia rzeczywistością. Są one fundamentem życia tych, którzy się ich nie boją. Bo ludzie nie mający ich są tchórzami, boją się, że nadzwyczaj w świecie – nie spełnią się, a przecież to tylko od naszego nastawienia i dążenia do spełnienia ich wszystko zależy.
Dlatego uwierzmy nie w nie same, a w to, że mają szansę się spełnić, bo są czymś intymnym, prywatnym, indywidualnym, czego nikt nie może nam odebrać.
Dobrze być w formie.
Strzałeczka!
~~Zbuntowany Anioł
Dzisiaj tekst sprzed roku, ale nieskromnie przyznam, że bardzo przypadł mi do gustu.
Otóż to. Każdy powinien chociażby spróbować zrealizować swoje marzenia, bo jeśli nie spróbujemy – nigdy nie dowiemy się, czy było warto. Ludzie mają tendencję do zakładania wszystkiego z góry, dlatego brakuje im czasu na marzenia, bo: ‘’przecież i tak nic z nich nie wyniknie’’. Oczywiście, jeśli będziemy tylko siedzieli, narzekali i nie raczymy nawet spróbować, to wiadome, że żadnych efektów nie dostaniemy. Poza tym… ludzie ostatnio zrobili się bardzo ‘’pesymistyczni’’. Mało kogo cieszy słońce przebijające się zza chmur, ażeby choć na chwilę rozjaśniło ten nasz jakże szary świat. Rzadko zdarza się, by kogoś cieszył fakt, że mógł znów wstać z łóżka jako zdrowy człowiek, że ma co jeść, gdzie mieszkać. Taki paradoks, że z tych jakże małych rzeczy potrafią czerpać radość ludzie niepełnosprawni, czy z góry pokrzywdzeni przez los. To przykre, że ci, którzy mają bardzo dobre życie, pod chociażby względem zdrowotnym, nie potrafią tego docenić. Myślę, że marzenia to nie tylko sfera fantastyczna, gdzie szukamy księcia na białym koniu i oczekujemy nie wiadomo czego. Ludzie zbyt ogólnie zastanawiają się nad sensem marzeń i wymyślają cuda nie widy w związku z tym tematem i być może dlatego z góry są tak negatywnie nastawieni do tego, by je mieć, a co dopiero próbować je zrealizować. Cel to zadanie, jakie wyznaczamy naszym marzeniom. Właśnie. Cel uświęca środki i tego powinniśmy się trzymać. Marzenia są pokarmem ludzi wygłodzonych duchowo, są potporą wątpiących, są nadzieją, a w końcu nadzieja jest matką wytrwałych w swoich przekonaniach, nadają sens życiu, a człowiek bez marzeń jest jak drzewo bez kory. Oczywiście są realiści, którzy twardo stąpają po ziemi i biegną za majątkiem, czy różnego rodzaju dobrami materialnymi. W życiu każdego pojawiają się myśli o lepszym życiu, pytanie tylko: jak je lepszym uczynić? Nic nie zdziałamy siedząc i wiecznie narzekając, dlatego najważniejsze to wziąć się w garść i chociażby spróbować uczynić marzenia rzeczywistością. Są one fundamentem życia tych, którzy się ich nie boją. Bo ludzie nie mający ich są tchórzami, boją się, że nadzwyczaj w świecie – nie spełnią się, a przecież to tylko od naszego nastawienia i dążenia do spełnienia ich wszystko zależy.
Dlatego uwierzmy nie w nie same, a w to, że mają szansę się spełnić, bo są czymś intymnym, prywatnym, indywidualnym, czego nikt nie może nam odebrać.
Dobrze być w formie.
Strzałeczka!
~~Zbuntowany Anioł
czwartek, 11 grudnia 2014
Współczesny ojciec.
Cześć i czołem!
Witam bardzo serdecznie po naprawdę długiej przerwie, ale bywają takie momenty w życiu każdego z nas, że brakuje po prostu chęci, weny, itp. I później wychodzi, co wychodzi.
Ale już jestem. Pewnie jeszcze długo bym się zbierała na kolejny wpis, ale jeśli masz świadomość, że komuś na nim zależy, że jednak ktoś czeka… wow, to naprawdę miłe!
Myślę, że nie ma jednego, wspólnie przez wszystkich wybranego, obrazu ‘’współczesnego ojca’’. Jedni będą widzieli go jako czułego, niezbyt obracającego się w świecie dzisiejszej mody oraz technologii, otwartego na sugestie swojej rodziny, męża i ojca. Ale będą też tacy, którzy być może każdego dnia widzą swego rodziciela kątem oka, dosłownie przez kilka minut. Przykro stwierdzić, ale naprawdę dzisiejszy świat opiera się na zarabianiu pieniędzy, na gromadzeniu dóbr, szczególnie tych materialnych i na kroczeniu ścieżką nowych technologii. Niestety w tym wszystkim ludzie szczególnie zapominają o drugim człowieku, o miłości, o oddaniu, wierności oraz ufności. Trudno w tych czasach odpędzić zło od dobra i postawić wszystko na uczucia. Typ biznesmena – może i zarabia miliony, ma za co zabrać rodzinę na wakcje, ma za co kupić żonie nowe auto, a dziecku najdroższą, wymarzoną zabawkę. Szkoda tylko, że nie szczyci się wobec nich wiernością. Bo a to ładna sekreterka, a to dobry szef. Wszystko opiera się na pracy. Brakuje czasu na miłość. Natomiast typem zwykłego, prostego robotnika możemy nazwać mężczyznę, który może i nie szczyci się swoim zarobkiem, może ma dla żony tylko różę, a dla synka własnoręcznie zrobionego misia… Jednak widać w tym wszystkim uczucie, które płynie prosto z tego człowieka, jest przede wszystkim szczere. To się ceni, ale ludziom nigdy nie dogodzimy. Może ma pieniądze, ale brakuje mu miłości i odwrotna sytuacja: może obdarowuje cały świat pięknym postępowaniem, ale nie ma za co zjeść porządnego obiadu. I tak już w tym otaczającym nas świecie, moim skromnym zdaniem, to wygląda. Myślę jednak, że w tym wszystkim nie mogłabym zapomnieć o moim ojcu, a raczej tacie, bo jest to dość łagodniejsze określenie.
Mój tata to prosty człowiek. Pełen humoru, optymizmu, wielkich uczuć. Nie zarabia milionów, ale mamy co włożyć do garnka, mamy z kim porozmawiać, pośmiać się. Nigdy nie podniósł na nikogo z nas ręki, nawet rzadko zdarza mu się krzyczeć. Ma w sobie taki spokój… Potrafi obiektywnie spojrzeć na człowieka, nie ocenia, jest dla innych, choć nie zawsze potrafią oni to docenić. Mój tata odważył się oddać w pełni mojej mamie, mieli ogromne serce, by przyjąć mnie do swojego domu i jeszcze większe, by starać się o narodziny mojej siostry. Każdego dnia podziwiam go za to ogromne oddanie. To niepojęte i piękne, że potrafi odmówić sobie czegokolwiek, tylko po to, by kupić coś nam i nie robi tego bez uśmiechu na twarzy. Ciężko pracuje, ale ma dla nas czas. W każdej wolnej chwili stara się odpocząć, jednak chociażby się waliło i paliło – stanąłby, pomimo zmęczenia, murem za każdym z nas. Jest małym człowiekiem wielkich czynów. Kocham go najbardziej na świecie i do końca życia będę mu wdzięczna za takie wychowanie.
I do następnego!
~~Zbuntowany Anioł
Witam bardzo serdecznie po naprawdę długiej przerwie, ale bywają takie momenty w życiu każdego z nas, że brakuje po prostu chęci, weny, itp. I później wychodzi, co wychodzi.
Ale już jestem. Pewnie jeszcze długo bym się zbierała na kolejny wpis, ale jeśli masz świadomość, że komuś na nim zależy, że jednak ktoś czeka… wow, to naprawdę miłe!
Myślę, że nie ma jednego, wspólnie przez wszystkich wybranego, obrazu ‘’współczesnego ojca’’. Jedni będą widzieli go jako czułego, niezbyt obracającego się w świecie dzisiejszej mody oraz technologii, otwartego na sugestie swojej rodziny, męża i ojca. Ale będą też tacy, którzy być może każdego dnia widzą swego rodziciela kątem oka, dosłownie przez kilka minut. Przykro stwierdzić, ale naprawdę dzisiejszy świat opiera się na zarabianiu pieniędzy, na gromadzeniu dóbr, szczególnie tych materialnych i na kroczeniu ścieżką nowych technologii. Niestety w tym wszystkim ludzie szczególnie zapominają o drugim człowieku, o miłości, o oddaniu, wierności oraz ufności. Trudno w tych czasach odpędzić zło od dobra i postawić wszystko na uczucia. Typ biznesmena – może i zarabia miliony, ma za co zabrać rodzinę na wakcje, ma za co kupić żonie nowe auto, a dziecku najdroższą, wymarzoną zabawkę. Szkoda tylko, że nie szczyci się wobec nich wiernością. Bo a to ładna sekreterka, a to dobry szef. Wszystko opiera się na pracy. Brakuje czasu na miłość. Natomiast typem zwykłego, prostego robotnika możemy nazwać mężczyznę, który może i nie szczyci się swoim zarobkiem, może ma dla żony tylko różę, a dla synka własnoręcznie zrobionego misia… Jednak widać w tym wszystkim uczucie, które płynie prosto z tego człowieka, jest przede wszystkim szczere. To się ceni, ale ludziom nigdy nie dogodzimy. Może ma pieniądze, ale brakuje mu miłości i odwrotna sytuacja: może obdarowuje cały świat pięknym postępowaniem, ale nie ma za co zjeść porządnego obiadu. I tak już w tym otaczającym nas świecie, moim skromnym zdaniem, to wygląda. Myślę jednak, że w tym wszystkim nie mogłabym zapomnieć o moim ojcu, a raczej tacie, bo jest to dość łagodniejsze określenie.
Mój tata to prosty człowiek. Pełen humoru, optymizmu, wielkich uczuć. Nie zarabia milionów, ale mamy co włożyć do garnka, mamy z kim porozmawiać, pośmiać się. Nigdy nie podniósł na nikogo z nas ręki, nawet rzadko zdarza mu się krzyczeć. Ma w sobie taki spokój… Potrafi obiektywnie spojrzeć na człowieka, nie ocenia, jest dla innych, choć nie zawsze potrafią oni to docenić. Mój tata odważył się oddać w pełni mojej mamie, mieli ogromne serce, by przyjąć mnie do swojego domu i jeszcze większe, by starać się o narodziny mojej siostry. Każdego dnia podziwiam go za to ogromne oddanie. To niepojęte i piękne, że potrafi odmówić sobie czegokolwiek, tylko po to, by kupić coś nam i nie robi tego bez uśmiechu na twarzy. Ciężko pracuje, ale ma dla nas czas. W każdej wolnej chwili stara się odpocząć, jednak chociażby się waliło i paliło – stanąłby, pomimo zmęczenia, murem za każdym z nas. Jest małym człowiekiem wielkich czynów. Kocham go najbardziej na świecie i do końca życia będę mu wdzięczna za takie wychowanie.
I do następnego!
~~Zbuntowany Anioł
niedziela, 19 października 2014
Czy potrafisz dostrzec piękno życia?
Cześć!
Dzisiejsze kazanie znów skłoniło mnie do refleksji. Ksiądz mówił o tym, że w naszym życiu bardzo często widzimy tylko zło, skupiamy się na grzechu, a nie na szczęściu jakie nas otacza. Powinniśmy rozejrzeć się wokół i zobaczyć jak wiele dobra nas otacza. Czy wiara nie polega właśnie na NADZIEI? Na tym światełku w tunelu? Powinniśmy nauczyć się dostrzegać jak wiele wspaniałości jest wśród nas. Ale nie, my skupiamy się na złu, na grzechu i nie potrafimy się uśmiechnąć. Widzimy tylko czerń, a nie zauważamy bieli. Właśnie... zawsze mnie to nurtowało. Dlaczego życie traktujemy tak, jakby to było najgorsze, co mogło nam się przytrafić? Jak taką grę, w której i tak każdy kiedyś przegra. No ale przecież... skoro już mamy owe życie, dlaczego tego nie wykorzystamy? Dlaczego nie rozejrzymy się wokół nie dostrzeżemy tego piękna? Czy naprawdę nikogo nie zastanawia, jak bardzo niesamowite jest to, że MY WSZYSCY mieszkamy na jakiejś kuli, która unosi się w jakiejś przestrzeni, która jest nieograniczona... że to wszystko jest taką idealną konsystencją i działa wręcz idealnie. Dlaczego nikt nie spojrzy w górę i nie uśmiechnie się do stale zmieniających kształt chmur... albo zachodzącego słońca? Czy nawet tego księżyca, który ujawnia się nam w nocy... Dlaczego ludzie są tacy ograniczeni do tego, co jest tu i teraz? Dlaczego nie wyjdą spoza tej granicy i nie spojrzą na życie przez pryzmat? Powinniśmy korzystać z życia, jeśli już takowe mamy.
Krótko, zwięźle i na temat.
Miłej niedzieli!
~~Zbuntowany Anioł
Dzisiejsze kazanie znów skłoniło mnie do refleksji. Ksiądz mówił o tym, że w naszym życiu bardzo często widzimy tylko zło, skupiamy się na grzechu, a nie na szczęściu jakie nas otacza. Powinniśmy rozejrzeć się wokół i zobaczyć jak wiele dobra nas otacza. Czy wiara nie polega właśnie na NADZIEI? Na tym światełku w tunelu? Powinniśmy nauczyć się dostrzegać jak wiele wspaniałości jest wśród nas. Ale nie, my skupiamy się na złu, na grzechu i nie potrafimy się uśmiechnąć. Widzimy tylko czerń, a nie zauważamy bieli. Właśnie... zawsze mnie to nurtowało. Dlaczego życie traktujemy tak, jakby to było najgorsze, co mogło nam się przytrafić? Jak taką grę, w której i tak każdy kiedyś przegra. No ale przecież... skoro już mamy owe życie, dlaczego tego nie wykorzystamy? Dlaczego nie rozejrzymy się wokół nie dostrzeżemy tego piękna? Czy naprawdę nikogo nie zastanawia, jak bardzo niesamowite jest to, że MY WSZYSCY mieszkamy na jakiejś kuli, która unosi się w jakiejś przestrzeni, która jest nieograniczona... że to wszystko jest taką idealną konsystencją i działa wręcz idealnie. Dlaczego nikt nie spojrzy w górę i nie uśmiechnie się do stale zmieniających kształt chmur... albo zachodzącego słońca? Czy nawet tego księżyca, który ujawnia się nam w nocy... Dlaczego ludzie są tacy ograniczeni do tego, co jest tu i teraz? Dlaczego nie wyjdą spoza tej granicy i nie spojrzą na życie przez pryzmat? Powinniśmy korzystać z życia, jeśli już takowe mamy.
Krótko, zwięźle i na temat.
Miłej niedzieli!
~~Zbuntowany Anioł
czwartek, 16 października 2014
Niepojęty dar.
Cześć wam!
Z góry cholernie przepraszam za dłuuuższą nieobecność, ale pewne sprawy się pokomplikowały, a ja nie miałam tak naprawdę o czym napisać. Wczoraj i dzisiaj wpadły mi do głowy dwa ciekawe tematy. Dzisiaj coś o nas samych, a w weekend… sami zobaczycie.
Wiecie, siedziałam na lekcji biologii i słuchając o tym co w nas jest, do czego jesteśmy zdolni… Naprawdę jestem pod wrażeniem tego wszystkiego. Ludzie są tak cholernie skomplikowani i tacy niezrozumiali, że aż fascynujący! Rozumiecie? Jesteśmy ludźmi… a może inaczej: Otrzymaliśmy niezwykle piękną szansę bycia człowiekiem. Czyż nie jest za co dziękować? Możemy być nie tyle żywymi istotami, co tak niesamowicie zbudowanymi, z takimi zdolnościami, emocjami. Kurczę, moglibyśmy być równie dobrze psem, który na dobrą sprawę niewiele wnosi do życia, śpi, je, a jedynym odgłosem jest nic nie warte szczekanie. Ale nie, jesteśmy ludźmi i mamy zdolność do myślenia, czucia, kochania, mamy duszę i możemy coś w życiu zrobić, osiągnąć. Mamy pieprzone szczęście, że możemy być tu i teraz, właśnie tacy a nie inni. Może tylko ja tak to odbieram, przeżywam, ale uważam że jest to ważna sprawa i naprawdę jest za co dziękować… komukolwiek, czy czemukolwiek za stworzenie takiego pojęcia jak człowiek.
To do następnego, ludziska!
~~Zbuntowany Anioł
Z góry cholernie przepraszam za dłuuuższą nieobecność, ale pewne sprawy się pokomplikowały, a ja nie miałam tak naprawdę o czym napisać. Wczoraj i dzisiaj wpadły mi do głowy dwa ciekawe tematy. Dzisiaj coś o nas samych, a w weekend… sami zobaczycie.
Wiecie, siedziałam na lekcji biologii i słuchając o tym co w nas jest, do czego jesteśmy zdolni… Naprawdę jestem pod wrażeniem tego wszystkiego. Ludzie są tak cholernie skomplikowani i tacy niezrozumiali, że aż fascynujący! Rozumiecie? Jesteśmy ludźmi… a może inaczej: Otrzymaliśmy niezwykle piękną szansę bycia człowiekiem. Czyż nie jest za co dziękować? Możemy być nie tyle żywymi istotami, co tak niesamowicie zbudowanymi, z takimi zdolnościami, emocjami. Kurczę, moglibyśmy być równie dobrze psem, który na dobrą sprawę niewiele wnosi do życia, śpi, je, a jedynym odgłosem jest nic nie warte szczekanie. Ale nie, jesteśmy ludźmi i mamy zdolność do myślenia, czucia, kochania, mamy duszę i możemy coś w życiu zrobić, osiągnąć. Mamy pieprzone szczęście, że możemy być tu i teraz, właśnie tacy a nie inni. Może tylko ja tak to odbieram, przeżywam, ale uważam że jest to ważna sprawa i naprawdę jest za co dziękować… komukolwiek, czy czemukolwiek za stworzenie takiego pojęcia jak człowiek.
To do następnego, ludziska!
~~Zbuntowany Anioł
Subskrybuj:
Posty (Atom)