niedziela, 17 kwietnia 2016

W pracy cnota i życie.

"Da się żyć bez papierosów, kawy, słodyczy i wielu innych.
Skoro się da, to i bez Ciebie będę żyć."

Serwus.

Tak odnośnie końca roku ten cytat. Krok do przodu i żyć dalej trzeba, nie ma bata.

Patrzę na ludzi w kościele i zastanawiam się, o co Go proszą. Z czym do Niego przychodzą. Czego pragną. Za co przepraszają. Co czują. Ponieważ ja czasami czuję tak wiele, a nieraz po prostu nic. I dziś się nie modliłam. Bo wiecie co? Jeśli sami nie damy z siebie stu procent, to nikt za nas tego nie zrobi. Nawet sam Bóg. "Bóg jest dobry", ale nie można przerzucać na Jego osobę całej odpowiedzialności. Dlatego nie będę czekała aż mnie dotknie miłosierna ręka Ojca, tylko zrobię wszystko, co w mojej mocy, by był dumny. I ja też. To tak odnośnie psychicznego przygotowania do jutrzejszego rozpoczęcia trzydniowej, umysłowej katorgi. My nie damy rady?! Jeszcze nas będą przepraszać ludziska (dorośli), że nie wierzyli, iż możemy zrobić tak wiele. Będzie świetnie. Przyszłość stoi przed nami otworem. Bez względu na wyniki jakiś pieprzonych testów. Uważam, że tak naprawdę nie piszemy tego, by się dostać do szkoły, żeby zobaczyć, ile nam we łbach zostało... piszemy to, aby nauczyciele mogli postawić krzyżyk przy rubryce zwanej: "Tegoroczny materiał przerobiony." A "wyższe sfery" powiedziały im: "Dobra robota." Wszystko dla statystyk. Byle tylko nie dostać po głowie. 

Czułam się dziś na Mszy bardzo niekomfortowo. Nie podobało mi się. I tak się zdarza. Przeszłość nigdy nie zniknie. Nie wyparuje. Nie odleci daleko. To przygnębiająca myśl, bo daje do zrozumienia, że piękne chwile już nie wrócą.
I prawdopodobnie, NAWET, się nie powtórzą. Wielka szkoda. 

Po raz drugi odwiedziłam Zespół Szkół Technicznych i Ogólnokształcących we Wrześni. Uwielbiam to miejsce. Naprawdę! Czułam się tam jak ryba w wodzie. Pośród ludzi, którzy wykazywali ogromną pasję wobec kierunków, które obrali. Nie jest to "zwyczajne" liceum i ten fakt bardzo pozytywnie ów szkołę wyróżnia. Odwiedziłam jeszcze dwie inne (Września oraz Gniezno), ale to, co zastałam tutaj - już od samego wejścia mnie przyciągnęło. To jest to! Niczym zakochanie od pierwszego wejrzenia. Super sprawa. 




Replika karabinu, która ślad strzału zostawiała na ekranie laptopa.
Nowa, ciekawa przygoda! Super sprawa!
Jednakże uwielbienie i przyzwyczajenie do wiatrówki wzięło górę nad nowoczesnością.
Pewnie napiszę w czwartek, co i jak. Chyba, że mnie refleksje nad tymi cholernymi kartkami najdą. Lepiej nie.

No to uśmiech i do przodu! 

~~Zbuntowany Anioł

piątek, 15 kwietnia 2016

Szukajcie, a znajdziecie.

"How beautiful is it that someone could make your heart beat so fast,
when you don't want it to beat at all."

Dzień dobry!

„Po weekendzie wielka praca i przyszłość Natalki.” 

Poranne słowa mamy... zabrzmiały dość poważnie. Troszkę się denerwuję przed tym całym egzaminem. No ale. Takie życie. Napiszę najlepiej, jak potrafię. Tylko tyle mogę zrobić. 

W środę rozmawiałam po lekcji z panią i później koleżanka powiedziała, że taka postawa jest zadziwiająca. Bo ona nie potrafiłaby ot tak podejść do nauczyciela i z nim pogadać. To zabawne, wiecie? Nauczyciel = nieludzka postać? Błagam. Przecież to tylko DOROSŁA osoba. Człowiek. Taki jak ty czy ja. I tyle. Jak się czuję w czyimś towarzystwie dobrze, to mnie mało obchodzi, czy ów ktoś jest rolnikiem, rzeźnikiem czy prezesem firmy. Nie róbmy z tego czegoś niezwykłego. Bo nauczyciele, owszem, są niezwykli (ci z powołania, wiadomo… o tym za chwilę), ale rozmowa jest rozmową. Wymianą zdań. Z kimkolwiek. Naturalną sprawą jest, że się czasem chce komuś powiedzieć, co tam u nas słychać i wzajemnie.

Kolejny cudowny dzień! Jestem pod wrażeniem, bo dawno tak się miło i dobrze nie czułam. To zaraz minie, wiem, bo wiecznie radosnym być nie można, ale muszę się nacieszyć. Znów dzień rozpoczęty od słów: „Będzie dobrze.” I tak było. Ponownie rozpocząwszy szczęście na pierwszej lekcji. Nie wiem już, który raz wspominam o naszej pani od matematyki, ale tak cholernie doceniam to, jakim jest człowiekiem. Poważnie. O ile wszyscy inni gdzieś po tej długiej, szkolnej drodze (tegorocznej drodze, rzecz jasna) potracili motywację do działania, zapał do nauczania nas, uśmiech, i tak dalej… ona nie wyzbyła się tych pozytywnych emocji. Brawo! Jestem pełna podziwu. Dlaczego po raz kolejny o tej pani? Żeśmy znów przeprowadzili dywagacje na tematy absolutnie niezwiązane z matmą. I co z tego? Ten rok był (i wciąż jest) niesamowicie męczący. Uważam, że należy nam się (każdemu – uczniom i nauczycielom) chwila wytchnienia. Choć raz w tygodniu. I ta kobieta na ten odpoczynek pozwala. W granicach rozsądku, to oczywiste. Ale chodzi o sam fakt. Wspaniała sprawa. Wychowanie do życia w rodzinie też pozwala odciąć się od tego ciągłego harowania po jak najlepsze stopnie. Super, że jednak nie wszyscy są jak wszyscy. No i z racji, iż chwilę poświęciliśmy na rozmowę… skręciliśmy w pewnym momencie w uliczkę zwaną: „samobójstwo”. Powiedziałam, że nie powinniśmy uważać tego za żadne tchórzostwo, żadną odwagę albo egoizm. Czy cokolwiek innego. Chęć targnięcia się na własne życie, to wynik choroby albo strasznie trudnego wydarzenia. No i przykro mi stwierdzić, ale tak jest – nie każdy, cholera, jest na tyle silny, by wytrwać w tej szalonej egzystencji. Takim ludziom trzeba pomóc, a nie oceniać. Najlepiej jeszcze z góry, nie zagłębiając się w uczucia człowieka. Ciężka sprawa. Ale nie można zrobić z tej kwestii, tzw. tematu tabu. O tym trzeba mówić. Należy mówić! Bardzo często i osobiście. Byłeś kiedyś na skraju załamania? Nie bój się powiedzieć o swojej przeszłości. Nie chodzi o to, by zagłębiać się w szczegóły. Tylko o to, że jesteśmy słabymi istotami i nie ma powodu do wstydu. Czy ja kiedykolwiek myślałam o samobójstwie? Jasne. Ale to nie jest, broń Boże, absolutnie duma. To tylko uświadomienie, że nawet taka Natalia, co to stara się wam tu dawać ciut nadziei, też miała nieraz ochotę wybrać się na łono Abrahama. Na szczęście… na szczęście… myśli pozostały i wciąż pozostają tylko myślami. Żadnych czynów. I nigdy nawet nie spróbuję. Wiem, że to wołanie o pomoc, a ja mam świadomość, iż są osoby, do których mogę się zwrócić i powiedzieć: „Kurczę, nie mam siły.”, a one mi pomogą. Także tyle o tym…
To takie niewiarygodne, kiedy nauczyciel jest zaskoczony twoją rzekomą dojrzałością, tym jak piszesz. Albo kiedy mówi do twojego kolegi, że na pewno kiedyś o nim wszyscy usłyszymy. To jest piękne. Gdybym mogła, wykrzyczałabym wam, jak szczęśliwa jestem, kiedy widzę u tych ludzi TAKĄ OGROMNĄ pasję, która wychodzi od nich całych. Fantastyczne uczucie widzieć to, jakimi wspaniałymi są osobami. Przywracają mi wiarę w dobro. I w to, że pomimo wszystko, w tym durnym świecie można się zaangażować i wykonywać swą pracę TAK BARDZO perfekcyjnie.



Przy ostatnim wpisie jakaś urocza osóbka napisała, że moje "bazgroły" bardzo często poprawiają jej humor. "Wow!" - jedyna, słuszna reakcja z mojej strony. To jest naprawdę podbudowujące. Dziękuję.

~~

STRACHY NA LACHY - świetny zespół! Miło mi się kojarzy. 

~~Zbuntowany Anioł

środa, 13 kwietnia 2016

"Zajmij się życiem albo umieraniem."

"Opłacz to, wykrzycz to, a później weź się w garść,
stań na nogi i zacznij żyć.
Możesz żyć tak szczęśliwie, że głowa mała."

"Ten rok pokazał mi, że obojętnie co się nie dzieje, wstaję.
Podnoszę dupę i idę dalej. Narzekam. Strasznie,
ale zawsze ruszam naprzód."

Cześć i czołem, moi mili.

Znów prawie tygodniowa przerwa. Ale wolę nie pisać w czasie, nazwijmy to: "gorszych dni". To jest... to ma być z mego założenia strona dająca jakąś nadzieję. Choćby samej sobie. Że nie zawsze jest okropnie. No i troszkę się ostatnio nie układało, ale dziś... dziś było niesamowicie miło. Może faktycznie wystarczy tylko powiedzieć: "Będzie dobrze." I naprawdę tak będzie. Wstałam i właśnie tymi słowami rozpoczęłam ten dzień. Przepiękny dzień. Nareszcie pierwsza lekcja (angielski) to był szczery uśmiech i prawdziwa radość. Tęskniłam za tym. Pani powiedziała, że widać po nas, iż mamy już dość. Słusznie, słusznie. Ona zresztą też. Aczkolwiek dziś było fantastycznie. Co chcę przez to powiedzieć? Bo znowu zaczynam zanudzać... chodzi o to, że na tęczę trzeba poczekać. I tyle. Pada deszcz, ale dopóki nie zagrzmi porządna burza - życie nie przyniesie nic dobrego. Bo ja w smutku niczego fajnego nie widzę. I chwała mi za to. Kiedyś było troszkę z tym inaczej. No więc taka luźniejsza myśl na początek. Płacz, zgrzytanie zębów, a na końcu i tak szeroki, przecudowny uśmiech. Mój. Twój. Wiecie, co mam na myśli. 

Tytuł to słowa z filmu: "Skazani na Shawshank." - polecam, bardzo. Cieszę się, że obejrzałam go w tym roku. Czuję, że gdybym zabrała się za pewne filmy w tym okresie, a nie kilka lat temu... niektóre sprawy mogłyby potoczyć się inaczej. Ale takie jest to nasze dziwne życie. Nie mamy, moim zdaniem, wpływu na to, co uszykował dla nas los. To tak troszkę filozoficznie, ale może domyślicie się, o co chodzi.



A teraz chwila na wspomnienia... dlaczego pokazuje wam te fotografie? Bo po raz kolejny chcę coś uświadomić. Spójrzcie na nie. Przypatrzcie się. Za duża koszula, włosy takie, a nie inne. I marny uśmiech. Do czego zmierzam... te zdjęcia były wykonane TRZY lata temu. Jak wiele się od tego czasu zmieniło, to jest niesamowite. Ludzie mówią: "Zacznij się malować, załóż tę cholerną sukienkę, bądź dziewczyną!!!" No jakbym nią nie była... jejku. Czas wszystko zmienia. Będę to powtarzała do usranej śmierci. Na wszystko przyjdzie odpowiedni etap w życiu. Wiem to. Z doświadczenia. Mam ów koszulę w szafie i śmieję się sama do siebie, bo już jej nigdy nie ubiorę. Taka zabawna sytuacja kiedyś była... będąc głupiutką Natalką często rozmawiałam z nasza polonistką i zwróciła mi pewnego razu uwagę: "Dlaczego ty nosisz takie workowate ubrania?" A ja na to: "Bo lubię." O matko i córko. Ludzie. Wszyscy się zmieniamy. I zmienimy. Prędzej czy później. Pamiętajcie. To ważne. Wiecie, by nie wypominać ludziom ich błędów albo nie przyśpieszać procesu, który i tak, w końcu, nadejdzie! 

Dziś jestem naprawdę szczęśliwa. A nie tylko "szczęśliwa", bo "wypada" unieść kąciki ust. 

U was też w porządku? Mam nadzieję. 

~~Zbuntowany Anioł

czwartek, 7 kwietnia 2016

"Bądź wierny temu, kto wierny tobie."

"W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę,
 że niektórych ludzi nie zmienisz.
Nie posłuchają Ciebie, odwrócą się i odejdą. Nie biegnij za nimi."

Hej, hej wszystkim! 

Odnośnie cytatu... to taka ciekawa rada na przyszłość... tzn. teraźniejszość. Działajmy, działajmy. W imię dobra. Przede wszystkim.

No... w końcu odbyła się premiera naszej kolejnej produkcji. Wspominałam o niej prawie miesiąc temu, bo się troszkę sprawy skomplikowały i dopiero dziś mieliśmy możliwość zobaczenia filmu. Premiera... to brzmi dość poważnie, wiem, ale bardzo podbudowuje. Cóż mogę rzec? Znów piękne i pozytywne reakcje. Podoba mi się, kiedy ktoś mówi: "Kurczę, nie musicie, a jednak wam się chce." Będzie chciało do końca przebywania w tej szkole, do wyczerpania pomysłów, a przecież jest ich multum. Myślę, że jeśli wszystko dobrze pójdzie, nie zapomnimy o tym, cośmy stworzyli w gimnazjum i najprawdopodobniej będziemy naszą skromną przygodę kontynuowali. To nie problem przyjść do byłej szkoły i podarować płytę, uśmiechnąć się, powspominać. Naprawdę fantastyczna sprawa. Tak się cieszę! Zachorowałam przez nagrywanie, bo odbywało się na dworze, przy około jednym stopniu Celsjusza. I co z tego? Było, cholera, warto! Duma mnie... NAS rozpiera. Wiem to. Oby to życie pozostało takie, jakie jest. Nieraz obrzydliwie raniące, ale jednak, mimo wszystko, wspaniałe. To jest to. Może nie to, co "zawsze chciałam robić", bo nigdy bym się nie spodziewała, że będę miała taką możliwość. Ale to jest fantastyczne. Spontaniczne decyzje są najlepsze. Ów życie jest najlepsze. Po raz kolejny dziękuję wszystkim, którzy PONOWNIE wzięli w tym przedsięwzięciu udział. To jest niewiarygodnie miłe. Tyle radości, tyle uśmiechu. Widzę, że naprawdę nam się to podoba. O to w życiu chodzi. O to, by cieszył proces, w którym idzie się do celu. Ale, ale... nie mogłabym przejść obojętnie obok... no tak, znowu Asi Kosz. Wybaczcie, ale ona jest niezwykłym człowiekiem. Tak pozytywna, tak otwarta na wszystko i wszystkich. Scenariusz napisała do tej sztuki. Rozumiecie?! Trzy strony A4. Czułam się jak profesjonalistka. Co więcej mogę wam powiedzieć? Spróbujcie kiedyś. Wyjść poza schemat. Posmakować nowych sytuacji. Poznać troszkę bliżej ludzi, których na co dzień tylko mijacie na korytarzu. Warto. Naprawdę warto. 

Z racji, iż troszkę miejsca jeszcze tutaj jest... wiecie, czasami kiedy nie mogę zasnąć, przypominam sobie o różnych zdarzeniach… często tych gorszych. Może dlatego, by poukładać sobie gdzieś w głowie, w którym momencie popełniłam błąd. Nie powinnam, bo gorszą przeszłość należy oddzielić grubą kreską. Ale! Takie refleksje mnie nachodzą, bo często mijam na szkolnym korytarzu pewną osobę, która patrzy na mnie i widzi zmianę, ok, ale gdzieś w tym spojrzeniu jest taka nutka pamięci o tym, co miało miejsce kilka lat temu. I to jest takie naprawdę przejmujące patrzenie w oczy. Macie tak z kimś? Troszkę mnie to przytłacza, bo wiem, że jestem JUŻ inna, znacznie dojrzalsza wobec pewnych kwestii i nie chciałabym, żeby ten wzrok był wciąż ten sam. Ciekawe to... ciekawe. 

"ROMEO I JULIA"











Zabawa była przednia! Dziękuję. Jeszcze raz. Bardzo, bardzo mocno! Za zaangażowanie i zbliżenie nas do siebie. Jesteście wielcy. 

Kocham to życie.

~~Zbuntowany Anioł

wtorek, 5 kwietnia 2016

Id est luce clarius.

 "Ta cisza zabija, proszę odezwij się do mnie,
bo chcę Cię mieć na co dzień, a nie budować ze wspomnień."

Dzień dobry.

No. W końcu napisałam: "dobry". Bo tak jest. Aczkolwiek cytat jest bardzo, bardzo trafiony w obecną sytuację. Coś w tym jest, nie? Mówi się, że niby cisza wyraża więcej niż tysiąc słów. Ale jak przychodzi co do czego, to się płacze po nocach z tęsknoty za głosem skierowanym bezpośrednio do ciebie. Wszystko mija. Więc czekam. Czekam aż ta zła aura zniknie.

Jesteśmy w gazecie! To jest dopiero sukces. Naprawdę. Teraz moja twarz w Przemianach, a kiedyś sama chciałabym opisywać przeróżne zdarzenia. Chwila... szczerze powiedziawszy, nie do końca wiem, czy akurat właśnie tego pragnę. I tu znowu nie mam z kim o tej trudnej decyzji pogadać. Nie ważne. Za dużo prywatności na tej stronie też pokazywać nie mogę. Jednak jak już zaczynam pisać, to nie potrafię przestać i wychodzi, co wychodzi. Niesamowita sprawa. Idziesz do sklepu i kupujesz kawałek papieru, w którym jest dosłownie tylko twoja twarz i nazwisko, gdzieś tam, pomiędzy całym, długim tekstem. A i tak napawa cię to OGROMNĄ radością. To druga taka miła niespodzianka. Będzie co dzieciakom pokazywać, he he. 



O czym by wam tu jeszcze napisać... pewnie obiła wam się o uszy "afera" związana z tematem aborcji... straszna sprawa. Nie aborcja. Tylko to, jak ludzie do tego wszystkiego podchodzą. Jakaś cholerna wojna, zamiast rozmowa, cokolwiek. Nie będę poruszała tego wątku, bo wiem, że kompletnie się na tym nie znam. Mam jakieś tam swoje zdanie, ale niczego ono nie wnosi i nie wniesie. Sprawę powinni rozwiązać mądrzejsi... rzekomo mądrzejsi ludzie. A oni tylko się kłócą. Co za idiotyzm. 

Informacja z ostatniej... sekundy... właśnie przyszedł SMS: "W niedziele w kościołach odczytany został list o aborcji. Czy popierasz plany zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej?" Szlag by to trafił. U nas w kościele ksiądz pominął ów komunikat. Chwała mu za to. Co się dzieje z tym światem, nie wiem... 

Miły dziś był dzień. Od ósmej już na nogach i do trzynastej w mieście. Lubię takie chwile. Spędzone z fantastycznymi ludźmi. Pogoda sprzyja, trzeba korzystać. 
Taka krótka refleksja odnośnie tego wyjazdu... cieszę się, że są tacy ludzie, których mogę podziwiać za wielką zmianę na lepsze. Za to, że się otworzyli. W mega dobrym momencie w życiu. Zaraz nowa szkoła i trzeba postawić krok na przód. I to taki solidny krok. Wielka aprobata z mojej strony dla tych, którzy to zrobili. 

To chyba lokowanie produktu... ups. Zapraszam was do tego miejsca,
jeśli się w ogóle doczytacie. Świetne jedzenie!
Wybrałam patronkę do bierzmowania... miałam dylemat pomiędzy św. Wiktorią a św. Martyną. Wybrałam drugą. Może nie ma o niej zbyt wiele niesamowitych informacji. Ale to nic. Po prostu się dobrze kojarzy. A zresztą... jakoś nie mam w sobie ogromnej wiary co do tego, że ktoś mógłby nade mną czuwać. Może to się kiedyś zmieni. Zobaczymy. 

"Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził."

I takim akcentem zakończę moje bazgrolenie tutaj. 

~~Zbuntowany Anioł

niedziela, 3 kwietnia 2016

XI rocznica śmierci Jana Pawła II.

"Zawsze zadziwiali mnie ludzie, którzy potrafią się uśmiechać,
 nawet gdy są smutni. Nie ma czegoś takiego jak smutny uśmiech.
 Jest za to odważny."

"Obiecaj mi, że jutro rano się uśmiechniesz. Nawet jeśli będzie szaro. Nawet jeśli będziesz miała opuchnięte powieki, ciężkie myśli i żadnych nowych wiadomości w telefonie. Obiecaj mi."

Serwus! 

Dzisiejsze kazanie było krótkie, ale powiem wam, że bardzo dobitne. Trochę tak z nami jest... niby wierzymy, wszystko fajnie, ale kiedy przychodzi co do czego, jakoś ta wielka miłość do Stwórcy zanika. Uroczy z nas hipokryci, he he. No ale... tytuł wskazuje na inny temat, więc może przejdę już do głównej myśli...

Z okazji 11 rocznicy śmierci Jana Pawła II odbyło się skromne spotkanie w sali w Gębarzewie. Wiecie, pierwsza sprawa… podobało mi się, że główny prowadzący nie pokazał nam fragmentu pożegnania papieża. Dlaczego? Bo on wciąż tu jest. Żyje z nami. Święty Jan Paweł II. Czy trzeba coś do tego dodawać? Nie sądzę. Druga kwestia – nigdy ten człowiek nie był przeze mnie jakoś nadzwyczajnie wielbiony czy podziwiany. Nie znałam go. Nie zagłębiłam się w żadnym momencie mojego życia w jego byt. Wiem na pewno, że był dobrym człowiekiem. To się po prostu czuje, gdy spoglądamy wstecz. I po trzecie chcę wspomnieć o przemówieniu pana burmistrza. Uwaga, uwaga! Zawsze chwalę jego słowa. Naprawdę sensownie i mądrze mówi. Na wszelkich apelach, występach i innych tego typu sprawach. Rzekł, iż przemawiać po księdzu jest dość trudną sprawą, bo on (ksiądz) jest do tego powołany, a taki sobie "zwykły" człowiek nie.
I to nieprawda, moi drodzy. Ma ogromny talent… och, talent jak talent. Po prostu „to coś” i trafia do mnie. Zwykle zapamiętuję tylko fragmenty tego, o czym ludzie mówią. W tym przypadku również utkwiły mi w głowie słowa odnoszące się do tego, że nie ważne jest, czy będziemy magistrem, doktorem albo kimś z jeszcze wyższej półki… chodzi o to, byśmy byli DOBRYMI ludźmi. Rozumiecie to? Kurczę, moi mili, wystarczy być dobrym! Oczywiście nie mogłabym nie wspomnieć o tym, że słowa pana burmistrza skojarzyły mi się z wypowiedzią mojej bohaterki… nie trzeba mieć szóstek, by być "kimś". To jest w porządku. Lecz dla niej ważne jest, by wyszli ze szkoły dobrzy ludzie. „Nie tyle dobrzy uczniowie, tacy szóstkowi, ale dobrzy ludzie.” Aż zacytuję, bo to naprawdę piękne. 
No więc... co tu dużo mówić... wyszło wszystko bardzo dobrze. Było naprawdę miło. Przyjazna atmosfera. To się ceni. Takie momenty są godne zapamiętania. Mogę rzec, że to było takie trochę (dla mnie rzecz jasna) oderwanie się od tego ogromnego stresu, jaki ostatnio gdzieś tam we mnie tkwi. Dlatego jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i uśmiecham się, pisząc to! 

Chcę niezmiernie mocno podziękować Panu Tomaszowi Ryszczukowi. Sołtysowi i najlepszemu, szkolnemu kucharzowi... za co? Za to, jak niewiarygodnie pozytywnym i otwartym człowiekiem jest. No i właśnie, przede wszystkim, dobrym mężczyzną. Jest bezinteresowny. Myślicie, że pisałabym wam o spektaklu "Jekyll&Hyde" ot tak? Nie! To za jego sprawą miałam możliwość bycia w Poznaniu na tak świetnej sztuce. Cieszę się, że są takie osoby wśród nas. Nie oczekujące poklasku, a i tak wiecznie uśmiechnięte, pełne chęci spełniania ludzkich pragnień i mający w sobie TAKĄ moc do działania. Cudowny ten świat. Mój świat. I zresztą... każdego, kto ma w swoim życiu możliwość spotykania takich ludzi.
Wielkie dzięki także dla Mateusza Piotrowskiego. Jedyny, super chłopak, co nie tyle ma zdolności muzyczne, ale się nie wstydzi wyjść do ludzi i pokazać, co potrafi. I bawi się przy tym naprawdę zajebiście dobrze.
Dziękuję również, po raz kolejny, Asi Kosz (zwanej Michałową) za to, że zawsze jest. Tak. To jest bardzo trafne stwierdzenie. Wiecie co? Myślę, że najlepiej będzie, jeśli przytoczę pewien cytat, który od razu mi się z Aśką skojarzył. Spójrzcie:

"Najpiękniejsze są dni, w ciągu których potrafimy być tak po prostu bezgranicznie szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu."


Nie mogłabym zapomnieć o podziękowaniu dla Agnieszki Jóźwiak. A wiecie dlaczego? Bo ważne jest dla mnie, by ludzie nie narzekali, jeśli sami czegoś nie doświadczą. Do czego zmierzam... mówimy, że coś nam się nie podoba, ale nie chce nam się jednocześnie ruszyć dupska, żeby to zmienić. A ona zmieniła. Mogła posiedzieć w domu albo wyjść z niego, jednak porobić coś zupełnie innego. Ale przyszła. Podnosiła na duchu. Zadowolona. I gitara! Pięknie, pięknie.

Nie wiem, co się ostatnio ze mną dzieje, ale mam taką mega zajawkę na Jezusa, miłość oraz dobro, że to się w głowie nie mieści. Poważnie. Może nie okazuję tego, bo moja postawa to bardziej szatańska strona, no ale. Paradoksem jest fakt, iż przez to moje długie i częste nawijanie o Nim, spada statystyka. Szkoda. Myślałam, że to właśnie wszyscy inni prócz mnie lubią o Panu czytać, słuchać… ups, jak widać to chyba męczące. Ale co się przejmuję? Nie ma czym. Główną istotą bycia tutaj jest fakt tego, jak cholernie sentymentalnym człowieczkiem jestem i lubię patrzeć na to, co czułam chociażby rok temu. Więc... piszę z myślą o was, bo super byłoby usłyszeć kiedyś, że ktoś pamięta o tym, co tu tworzę. A jednocześnie jestem w tym miejscu, bo bardzo ważne jest dla mnie to, jak czas potrafi nas zmieniać. 

Trochę muzyki: 

https://www.youtube.com/watch?v=dbjA5mexI1M - Hey - Moja i twoja nadzieja.






A tu zdjęcie zupełnie niezwiązane z tematem,
 ale lubię uwieczniać takie momenty.


Uśmiech! Pamiętajcie.

~~Zbuntowany Anioł

piątek, 1 kwietnia 2016

"Stirb nicht vor mir."

"Jest tylko sen, jedzenie, szkoła. 
I czekanie aż napiszesz.
Lub chociaż ktoś inny.
I tak w kółko. I nie ma nic poza tym."

Hej.

Ale was dziś pozytywnym akcentem witam, nieprawdaż? Oj, wybaczcie. Ale tak jest. Przynajmniej u mnie. Czy staram się to zmienić? Owszem. Myślę sobie: "Uspokój się, wyluzuj.", ale to zaraz przechodzi, bo ktoś mnie irytuje. Każdy jest jakiś taki obojętny. Bez humoru. Chęci życia. Bez wszystkiego. Cholera jasna. Przychodzę na lekcję, jakąkolwiek (no... może poza matematyką) i "umieram", jednym okiem śpię, nie wiem, co się dzieje. Jest tak nudno. Tak beznamiętnie... Boże, o, właśnie! On chyba mi daje czas na poukładanie spraw, bo niestety modlitwy na nic się nie przydają. I tak ci, na których mi zależy mają cały świat w poważaniu. Takie mam odczucia. Wobec ich zachowań. To smutne. Bo nie mam motywacji do zmian. Żadnego uśmiechu, pozytywnego słowa. Jest kwiecień, zaraz kończę ponad dziewięcioletni pobyt w tej szkole, a zaczyna się wszystko chrzanić. Żeby nie ująć tego w gorszym słowie. Dobra, koniec narzekania. Na dziś... he he. I to nie żaden żart, jest źle i tyle. To ludzkie. Czy coś w ten deseń. 

Kiedyś już wspominałam, że podoba mi się postawa naszego wuefisty. Kiedy nauczyciel mówi: "Chciałbym, żebyście zawsze mówili pozytywnie." Albo: "Szukajcie..." I prosi, byśmy w trudnych/o trudnych sytuacjach rozmawiali. No patrzcie... czyli jednak w kimś można odnaleźć ciut napędu do dalszej egzystencji. To miłe. 

"Ja nie lubię chodzić do kościoła, tylko do Niego. Mhm, powiem szczerze, że naprawdę nigdy nie sądziłam, że tak wiele mądrych rzeczy/wniosków można wynieść z np. kazań. Wiele można się dowiedzieć. Nawet nie tyle, co o Bogu, co o życiu, kiedy postępuje się zgodnie z Jego przykazaniami. I w ogóle... Wiecie... W sumie... Nie musisz wierzyć, by tam pójść. On nie potępia niewierzących, tylko stara się pomóc wejść im na drogę dobra i miłości... No, przynajmniej stara się, ale oni sami też w jakiś sposób muszą tego chcieć."


Lipiec 2013 roku... niesamowite, jak wiele się zmieniło. Poważnie. Lubię nadal chodzić do Kościoła, oczywiście, ale już wielokrotnie wspominałam, że to nie jest to samo, co było. Wiecie, odeszli bardzo mądrzy (dla mnie oczywiście) ludzie i trudno o nich zapomnieć. O tym, co było. Jakie było. Nie jest prostą sprawą odciąć się od przeszłości. Szczególnie, kiedy była o wiele bardziej pozytywna niż teraźniejszy czas. Niech się w końcu zacznie układać, bo nie wytrzymuję. I przyznaję się do swoich słabości. Czy to wkracza w moją intymność i prywatność? Nie sądzę. O problemach trzeba mówić. Bo później dzieją się tragedie i każdy obwinia każdego. A ja nie chcę, by się ktokolwiek obwiniał. Nigdy. Będzie dobrze. Powtarzam to wam i sobie na każdym kroku. Zależy mi na "głoszeniu" dobrej nowiny. Widzicie, zaczęłam troszkę przygnębiająco, ale chcę te wywody zakończyć pozytywnie. Uśmiech, ludziska... serio, to mega trudne, kiedy się trochę życie wali, ale co nam szkodzi podnieść kąciki ust? Wiecie jak to wytrąca z równowagi nieprzyjaciół? Nigdy nie zwątpiłam w Boga do końca. Zawsze pozostał (i wciąż tkwi) skrawek miłości do Jego osoby. Co mi szkodzi? On jest dobry. I my tacy bądźmy. Mimo wszystko.

Znowu zagmatwane myśli, ale uwierzcie, że TAK CHOLERNIE MOCNO wierzę, iż może coś z tych moim bazgrołów komuś, kiedyś, jakimś cudem zostanie w głowie. 

Wiecie co? Nie wiem, jak nazwać moje odczucie wobec prostytutek... ani to szacunek, ani jakaś tolerancja, nawet nie wiem czy akceptacja. Ale chyba ostatnie słowo jest najtrafniejsze. Są to są. No cóż. Nie moje życie. Jednak mam jedno "ale", mianowicie to, gdzie one wykonują ten stosunek. Chcesz podziwiać naturalne piękno, a co zastajesz w najlepszych zakamarkach lasu? Och, domyślcie się. Aż żal mi pisać, na co się nieraz człowiek nadziać może. Przykra sprawa. Tak, nawet tutaj znajduję smutek, bo... co doprowadza ludzi do takich czynów? Zwykła chęć? Nie sądzę. Chociaż... jak kto woli.




Bywajcie, moi drodzy.

~~Zbuntowany Anioł