czwartek, 20 lipca 2017

Każde pokolenie ma własny czas.

"-Świat się wtedy Pani nie załamał?
-Załamał kompletnie. Ale człowiek trochę te ruiny przydepcze i ruszy dalej."

"-Nie wszyscy postrzegają cię w taki sposób, jak ty widzisz siebie. Czasami nasze niedoskonałości sprawiają, że stajemy się wyjątkowi."

Czołem!

Absolutnie nie mieszam się w żadne polityczne dyskusje, bo naprawdę nic dobrego nigdy z tego nie wynika, ale kiedy tak patrzę na to, co się dzieje w tym kraju od bodajże trzech dni to automatycznie mam w głowie ten utwór: https://www.youtube.com/watch?v=m00udFijVf0

Cholera, dziesięć minut pisałam drugi akapit, a i tak w ostateczności wszystko usunęłam. To jeszcze nie ten czas na pisanie o pewnym "nowym etapie", który niedawno rozpoczęłam. Dam wam znać. Ale muszę chyba nabrać odwagi, chociaż doskonale wiem, że to nic wstydliwego, głupiego, nienormalnego. Zobaczę jak to się potoczy, wtedy się odezwę.
Fotografia uliczna to niebywale trudny kierunek. Potrzeba nie lada odwagi, by wykonywać tego typu ujęcia.
Nie podeszłam zbyt blisko. Jeszcze zachowuję dystans. Mam aparacik i to już zmienia postać rzeczy (niżeli zdjęcia miałabym robić telefonem; mam wrażenie, że aparat fotograficzny budzi ciut większy respekt), ale nadal wyglądam na dzieciaka, który może robić fotki tylko po to, by stworzyć z czyjegoś wizerunku prześmiewczy mem, który rozbawi pół Internetu i będzie miał swoje "pięć minut" tydzień czy dwa. Rozumiecie... Lęk jest, ale z każdym kolejnym zdjęciem jest coraz lepiej. Staram się zagadywać, uśmiechać. No wiecie, takie interakcje budują miłą atmosferę, a to chyba najważniejsze w zatrzymywaniu w obiektywie aparatu danego momentu.
Spójrzcie tylko jaki przełom pokoleniowy! Kumpel z kumplem siedzą w odległości kilku centymetrów, rozmawiają, obserwują wspólnie przechodniów, kierowców, amatorskiego "fotografa", który spogląda na nich zza przeciwsłonecznych okularów, szybciutko strzela fotkę, chowa aparat i po wszystkim.
A dziewczynka siedzi przynajmniej metr od własnego ojca, który by móc zająć się tym martwym, nic nie wartym urządzeniem kupił córeczce loda, by mogła w pełni oddać się przyjemności związanej ze smakowaniem tej małej radości. Nie do końca wiem, w jaki sposób skomentować tę sytuację. Dla mnie rodzicielstwo to stuprocentowe bycie "dla". Szczególnie podczas spacerów. Kosztowania lodowych przysmaków. To jest to, o czym wspominałam w poprzednim wpisie. Tu i teraz. Nic więcej nie powinno się liczyć. Bo szczególnie dzieciaki w wieku przedszkolnym tak niesamowicie potrzebują miłości tych, którzy przyczynili się do tego, że mogą teraz podziwiać świat. I one naprawdę nie chcą tego robić bez rodziców. Warto się nad tym zastanowić.
Pięć dni temu natknęłam się na ten "plakat" podczas przeglądania instagrama. Zapytałam autora zdjęcia, gdzie w takim razie szukać TAKICH inspiracji... Co najlepsze - okazało się, że są one bliżej niż mogłoby się człowiekowi wydawać.
Gniezno, ul. Rzeźnicka.
Nie ukrywam, że pojechałam do miasta tak naprawdę tylko po to, by w swojej kolekcji zdjęć również mieć coś tak pięknego. Naprawdę chylę czoła tym, którzy zechcieli ozdobić jeden z gnieźnieńskich budynków takimi słowami. Konkretnym pytaniem i nadzieją, że z Bogiem naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Bardzo mi się buzia cieszy, gdy na to patrzę. Myślę, że ten projekt jest właśnie jedną z tych WŁAŚCIWYCH rzeczy. Pięknie!

Znikam na jakiś czas.

Bawcie się dobrze, trzymajcie i w ogóle wszystkiego dobrego!

Z Bogiem! Albo z czymkolwiek/kimkolwiek innym, co/kto nadaje waszemu życiu sens! 

~~Zbuntowany Anioł

niedziela, 16 lipca 2017

Oczyszczenie.

"Jak ona mogłaby pojąć, że jego utrata była dla mnie czymś takim, jakby ktoś przestrzelił mnie na wylot, zostawiając otwartą dziurę, ciągle boleśnie przypominającą mi o braku, którego nigdy nie uda mi się wypełnić?"

"Poczuł się jeszcze bardziej zmęczony na myśl o całym tym czasie, który przelatywał mu przez palce. (...) czekanie na coś, czekanie na kogoś, czekanie na czekanie. Czekanie jako wymówka, żeby absolutnie nic nie robić. Czekanie jako najbardziej męcząca profesja świata."

Cześć!

To cholernie frustrujące, gdy człowiek zestawia ze sobą dwa cytaty, które mają tak wiele wspólnego. Uzupełniają się wręcz. Coś okropnego. Czuć nieodwracalną stratę drugiego człowieka i zdawać sobie z tego cały czas sprawę. A z drugiej strony wciąż czekać. Na jakikolwiek "zwrot akcji" w naszej ziemskiej przygodzie. Człowiek czeka, bo go tęsknota i poczucie braku przynależności wbijają w ziemię
i wtedy bardzo pragnie się siły z zewnątrz, która by mogła nam choćby jedną nogę wyciągnąć. To by może lżej było. Życie jest kurewsko trudne. Ale wciąż tu jestem, ha! I będę dopóki sam Bóg nie zapragnie mnie u siebie. 

"People say they love you, but what they mean is they love how loving you makes them feel about themselves."

Wczoraj złapałam się na tym, że oglądając film ("Aż do kości") przy jednej scenie prawie rozpłynęłam się na fotelu, ponieważ była prześwietna. Wzruszyła mnie... tak naprawdę swoją prostotą. Dodajmy do tego genialną muzykę i mamy moment idealny. Nie tylko dzięki tej czterominutowej cudownej chwili, ale także mając w głowie całościowy obraz - bardzo wam polecam tę ekranizację.
Co właściwie chcę przekazać poprzez przytoczenie emocji związanych z ową sceną?

Kiedy trzy lata temu zaczynałam "tworzyć" moim mottem było: Carpe diem! Nie do końca jednak stosowałam się do tej niezwykle istotnej sentencji. A dziś myślę sobie, że to mega ważne, by łapać chwile, cieszyć się tymi sekundami, minutami czy godzinami, które właśnie trwają. Nie tym, co będziemy czuli po spotkaniu z ukochaną osobą. Nie tym, jak bardzo intensywny smak jakiegoś dania pozostanie na naszym podniebieniu. Nie tym, co możemy zyskać PO ZAKOŃCZENIU wydarzenia, ale co czujemy W JEGO TRAKCIE. Właśnie tu i teraz. No, pomyśl, co czujesz?

Tak bardzo ujęła mnie w swym pięknie ta jedna scena, że wróciłam do niej jeszcze raz. I jeszcze. I nawet przed pisaniem spojrzałam na nią po raz kolejny. Jakie wnioski? To już nie ta sama radość. Nie ten sam zachwyt. Nie to "wow" wyszeptane podczas seansu. Rozumiecie? Żyć chwilą. Tą niedzielą, która jest nam dana choć mogło tak nie być. A jak jest z wami? Proszę was, przystopujcie, wrzućcie na luz, dajcie sobie czas na refleksje nad tym, w jaki sposób przeżywacie moment na który być może bardzo długo czekaliście. Potraficie w pełni mu się oddać?

https://www.youtube.com/watch?v=jFuhB8N2CLk - gdyby ktoś nie był zbyt przychylnie nastawiony do obejrzenia całego filmu... polecam wam chociaż ten fenomenalny utwór przesłuchać. Aż by się chciało stanąć w deszczu i ze szczęścia rozpłakać. Czasami zastanawiam się, co bym zrobiła bez muzyki...
Krótko dziś. Mam nadzieję, że sensownie.

Do następnego.

~~Zbuntowany Anioł

środa, 12 lipca 2017

Idź.

"Nie jest ważne jak wolno idziesz, bylebyś szedł."

"Po prostu jest lato. Po prostu jest gorąco i wtedy w każdym otwiera się tunel potrzeb, wysyłanie serii żarliwych próśb, aby w twoim życiu stało się coś, co naprawdę zapamiętasz i aby było rzeczywiste, dotykowe, z całą gamą zmysłów."


Hej.

https://www.youtube.com/watch?v=w3fSUBC3AQU - gdyby ktoś chciał... polecam włączyć w tle.

Co robicie, gdy nie możecie zasnąć? Bo ja się modlę. Chwytam za różaniec i niespokojne myśli znikają. Świetna sprawa. To nie tylko moc modlitwy, to przede wszystkim moc wiary w ową prośbę skierowaną do Boga.
Swoje siedemnaste urodziny spędziłam na placu św. Wojciecha, gdzie grał świetny zespół - Happysad. Lubię takie koncerty. Są bardzo szczere i wiarygodne. No i spójrzcie tylko jaką świetną okazję do zrobienia zdjęcia miałam. Nogi jak z waty na samej górze człowiek miał, ale było warto.
W poniedziałek natknęłam się na filmik z państwa Ameryki Środkowej, co się zwie Nikaragua i zrobiło mi się przykro, że takie piękne widoki są tak odległe od moich oczu... Aż tu nagle wyjrzałam przez okno własnego domu i zobaczyłam prawie identyczny obraz nieba. To niesamowite. Świat natury na każdym kroku mnie pozytywnie zaskakuje i zdumiewa swym niepojętym pięknem. Kłaniam się nisko Stwórcy tego genialnego świata. Naprawdę byłam onieśmielona tak fenomenalnym widokiem. Zdjęcie bez jakiejkolwiek przeróbki.


Seria "SzustaRano" to takie filmiki, które napędzają mnie do działania. Nie do robienia spektakularnych rzeczy, ale chociażby do wstania z łóżka i poświęcenia tych kilku minut na dobre słowo.

„(…) Nawet jeżeli się posuwamy bardzo powoli do przodu, jeżeli wykonujemy jakieś takie ślamazarne ruchy, które wydają nam się żenujące, to jednak one są pewnym ruchem, są pewnym wejściem w inne miejsce, a w innym miejscu (nawet jeśli ono jest centymetr od tego, gdzie byłeś wcześniej) już może inaczej padać światło, już może być mniej deszczu, już może być trochę bardziej osunięte od wiatru i tak dalej. Centymetr za centymetrem, aż wejdziesz za róg i się okaże,
 że za rogiem jest coś zupełnie nowego.”

Muszę wam powie... napisać, że naprawdę zaczynam doświadczać świadomości dotyczącej tego, że w życiu można oczekiwać wielu sytuacji, ale w gruncie rzeczy te najlepsze, najbardziej poprawiające humor i motywujące przychodzą w najmniej spodziewanym momencie. Poważnie. Podoba mi się to, co powiedział ojciec Adam, bo sama po sobie wiem, iż czasem pragnę czegoś tak mocno i możliwie jak najszybciej, że mam klapki na oczach i brnę przed siebie nie widząc skromnych, pobocznych elementów, które oferuje mi świat, a przecież doskonale wiem, że szczególnie one mogłyby przyczynić się do lepszej zmiany.

"A więc idźmy do ludzi, swoich współsióstr, swojej matki i ojca, swojej żony i męża, dzieci i przyjaciół i powiedzmy im, że „bliskie jest Królestwo”. Zwróćcie uwagę na słowo: „bliskie”. Bóg jest bliski, nie daleki, nie zdystansowany, zimny. Jest bliski. Jest dobry. Nie tylko dla dobrych, ale dla wszystkich."

A to są, moi drodzy, słowa ojca Grzegorza Kramera z dzisiejszego wpisu na jego blogu. Z kolei to wezwanie zapoczątkowało u mnie takie refleksje:

Bóg w którego wierzę nie jest Bogiem Szczęścia. Jest Bogiem Miłości. A miłość objawia się we wzlotach i upadkach. Przede wszystkim we wzajemnym kompromisie. Chodzi o uświadomienie sobie, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo. Są momenty zwątpienia, kłótni, żalów czy pretensji. Ale to jest coś, co umacnia. I jeżeli wytrwamy w tej relacji, to będziemy autentycznymi świadkami Jego Miłosierdzia. Bo Bóg mówi nam: weźcie na siebie Moje jarzmo, które jest… słodkie. Słodkie udręczenie. Kto to słyszał! Uwierzcie jednak, że ból, którego doświadczamy będąc w relacji z Chrystusem jest bólem, który ma sens. Który, choć potrafi być nie lada udręką, to jednak nie jest w stanie przytłoczyć nas na tyle, na ile by chciał, ponieważ jest przy nas Jezus, trzyma naszą dłoń i mówi:
Nie bój się. Cierpienie ma konkretne znaczenie w twoim życiu i przeminie. Bo wszystko przemija. Więc nie lękaj się i weź to jarzmo, ten ból, niemoc i niepewność, jednocześnie mając pełną świadomość, że Ja trzymam cię za rękę, Ja tu jestem i że to Ja – Jezus Chrystus, cichy i pokornego serca, mówię ci: Jestem z tobą. Więc przyjmij nawet to co nieprzyjemne i... przetrwaj. Ze Mną dasz radę.

To wszystko na dziś. Mam nadzieję, że ktoś skusił się, by przeczytać choćby skrawek tych przemyśleń. Dzięki!

Trzymajcie się!

~~Zbuntowany Anioł

sobota, 8 lipca 2017

"... jak jeden dzień."

 "Nie masz pojęcia ile granic stawiasz sobie sam. Masz w głowie bariery nie do pokonania, bo coś nakłoniło Cię do tego, żebyś je postawił." 

"(...) Lepiej jest prosić Boga o siłę, aby przejść przez cierpienie, niż prosić o pozbawienie nas tego cierpienia." 

Dzień dobry.

https://www.youtube.com/watch?v=khZ8pQ8mNVo - zachęcam was do włączenia w trakcie czytania, a jeśli zechcecie, to zajrzyjcie później na więcej kawałków Toma, bo to prześwietny artysta! 

Dawno mnie tu nie było. Nic szczególnego się nie wydarzyło, dlatego nie pisałam. Żyję sobie powolutku i wszystko w temacie.

Ósmy lipca... troszkę do mnie nie dociera, że za dokładnie rok będę już teoretycznie dorosła. To będzie naprawdę spoko uczucie, kiedy zapytana o dowód osobisty będę mogła go okazać bez najmniejszego stresu. Ale co mi po tym? Co mi po pełnej odpowiedzialności za wszystkie popełnione czyny? To prawdopodobnie ostatni etap "typowego" dzieciństwa. To już nie wróci. A ostatni rok zaprzepaściłam w kwestii pełnej radości z tego, co zostało mi dane. Nie potrafiłam docenić swojego młodego życia. Nie żałuję, ale chciałabym to jeszcze naprawić. Sprawić, że może być dobrze. Autentycznie.
Poza tym, tak sobie myślę, że to niesamowite i niewiarygodne, że mija już trzeci rok, kiedy mam możliwość opisywania wam tego, co czuję w swoje urodziny. Pięknie jest patrzeć na postęp nie tylko w pisaniu, ale przede wszystkim w byciu/życiu. Rozumiecie. Spoglądać na samego siebie sprzed lat z przymrużeniem oka i tylko cieszyć się z ogromnej, pozytywnej zmiany. To mnie niezwykle cieszy. Jak człowiek w trzy lata może dojrzeć. Szczególnie do kilku istotnych dla niego kwestii.

Za co jestem wdzięczna z perspektywy tych siedemnastu lat? Za każdą chwilę. Poważnie. Za to, że doświadczyłam tak wielu sytuacji, które mnie nauczyły dystansu, patrzenia na świat z różnych perspektyw, niepopełniania więcej tych samych błędów i nauczyły mnie doceniania wszystkich chwil, które są niezwykle ulotne.
Czego życzę swojej osobie? Błogosławieństwa Bożego, zdrowia i więcej wiary w siebie. I umiejętności łapania pozytywnych, pięknych momentów. Niech Bóg ma mnie w swej opiece. Amen.
Co prawda zdjęcie po lewej stronie jest prawdopodobnie z 2013 roku, ale to nieistotne. Spójrzcie tylko na tę zmianę! Serio, przyjemnie się na to patrzy. Nawet sama zmiana kolorystyki fotografii mnie cieszy.

Mała edycja wpisu, bo zaczęłam go pisać około dziesiątej,
a jest prawie czternasta i wydarzyło się coś baaardzo miłego! Przed jedenastą zadzwoniła Asia i mówi: jedziemy do kościoła, bo chcę trochę poćwiczyć, a przy okazji wpłacić pieniądze na wycieczkę. No i jadę. I wyobraźcie sobie, że na chórze Aśka wyciąga prezent, którym był kubek z napisem "Happy" (z którego zresztą właśnie w tej chwili siorbię gorącą herbatkę), bym, jak to powiedziała, już tak nie marudziła na życie. No wiem, wiem! Zmienię to podejście. Małymi krokami. Niech ten kubek będzie tym pierwszym. Dziękuję z całego serca. Bo człowiek naprawdę czasem (choćby tylko w swoje urodziny) pragnie takich serdecznych, wypowiedzianych w cztery oczy i szczerze, słów. Kłaniam się nisko. 
Jest mi niezmiernie ciepło na serduchu, gdy ludzie życzą mi dobrego kontaktu z Bogiem. Dlatego Asia wybrała kościół.

Cytując mojego ulubionego i bardzo przeze mnie cenionego dziennikarza Filipa Chajzera:
"Mieć was to luksus, który bardzo doceniam!" 

Trzymajcie się! 

~~Zbuntowany Anioł

czwartek, 29 czerwca 2017

Podróż w nieznane.

"Szczęście - ani dobrobyt, ani przyjemność, ani żądza, ani zadowolenie, ani radość, ale trochę tego wszystkiego naraz."

"Cóż, człowiek jest istotą niezastygłą, wciąż w nim się gotuje, wrze i choćby nie miał powodu, będzie się buntował. Sam sobie jest wiecznym powodem. Do końca świata będzie się buntował."

Cześć.

Trudno mi pojąć, że tak wiele może zmienić się przez tak krótki czas... Miesiąc nieutrzymywania kontaktu z przyjacielem i nagle, ot tak, mogę rzecz, że zmieniło się wręcz wszystko. Jak to możliwe? I gdzie szukać przyczyny? Nie mam pojęcia. Zawsze staram się w jakimś stopniu podtrzymywać rozmowę, znajomość, nie wspominając o przyjaźni! O czymś, o czym jeszcze niedawno pisałam ze wzruszeniem. Czuję się niepewnie, bo nie jestem człowiekiem z kamieniem zamiast serca, a z drugiej strony myślę sobie... Ile, do cholery, trzeba się starać, by dogodzić drugiemu? Robić to za wszelką cenę? Za cenę MOJEGO szczęścia? Warto wypalić się dla kogoś, kto tego nie dostrzega, nie potrafi docenić? Pytam swoje sumienie, pytam Boga. 

Wczoraj byłam w Poznaniu. Z kuzynką. Moja dobra koleżanka zdawała egzamin na prawo jazdy. Teoria wyszła w porządku, niestety nie udało jej się podczas praktyki. Ale nie ma co rozpaczać, za drugim razem będzie lepiej. Będziemy trzymały jeszcze mocniej kciuki.
Wzięłam aparat i byłam nastawiona na to, że muszę znaleźć choćby jedną okazję do strzelenia dobrej fotki. Niejedną odkryłam! To jest najniższy poziom, który aż żal nazywać fotografią, ale od czegoś trzeba zacząć. Stojąc w miejscu i jedynie czytając o tym jak robić zdjęcia, wyłącznie je oglądając i podziwiając nie robimy nawet jednego kroku na przód. Więc trzeba działać. Robić, robić, robić...


"Twoje pierwsze dziesięć tysięcy zdjęć będzie najgorsze."
  
Henri Cartier-Bresson
Ale warto, bo jeśli coś sprawia ci frajdę, to nie ma żadnych przeciwwskazań, żebyś musiał przestać wykonywać ową czynność. To bardzo ważna kwestia w życiu.


"(...) bo najciężej jest ruszyć. Nie dojść, ale ruszyć. Dać ten pierwszy krok. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca. To serce najpierw rusza, a dopiero nogi za nim zaczynają iść. A na to nie tylko trzeba siły, ale
 i przeznaczenia, żeby przemóc serce i powiedzieć: to ruszam." Wiesław Myśliwski

Mam siedemnaście lat (za tydzień, okej...), ale przysięgam, jak Boga kocham, że przyjdzie taki rok, kiedy będę miała wystarczające fundusze, by wyjechać w jakieś piękne miejsce (nawet w Polsce!) i - tak jak dziś robią to moi znajomi - w końcu także móc podziwiać to, co oferuje mi świat. To chyba jest największe pragnienie - podróżować, dzielić się spostrzeżeniami z innymi, zachęcać ich do pracy właśnie po to, by także mogli przekazywać dobro swoim bliźnim. Do tego w życiu dążę.
By wreszcie nie musieć siedzieć w swoim pokoju i ze łzami zazdrości spoglądać na to piękno życia jedynie zza ekranu telefonu czy komputera. 


Trzymajcie się! 

~~Zbuntowany Anioł 

środa, 21 czerwca 2017

Nigdy nie mów nigdy.

"Niech myślą co chcą, ale nie miałem zamiaru się utopić. Zamierzałem płynąc dopóki nie utonę - a to nie to samo."

"Znacie przecież łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić."
 2 Kor 8, 9

Dzień dobry.

Mam nieodparte wrażenie, że wakacje zaczęły się definitywnie, ponieważ moja szkoła miała do wykorzystania kilka dni wolnego i właśnie teraz z tego skorzystała. No i myślisz sobie, że wszystko spoko, a tu w piątek trzeba jeszcze wstać, pojechać, popatrzeć jak ludziska odbierają świadectwa i przetrwać. Powspominam sobie zeszłoroczne zakończenie. A co do poprzednich szkolnych murów...

W życiu nie pomyślałabym, że tak bardzo mogę liczyć na nauczycieli z gimnazjum. Jestem lekko podbita zawaleniem pewnych spraw, ale wyobraźcie sobie, że przychodzę do nauczyciela od historii i przedstawiam mu sytuację, a on podaje mi swój numer telefonu, adres mailowy, proponuje notatki, spotkania, wytłumaczenie rzeczy niezrozumiałych, stuprocentową pomoc. I myślę sobie o tym, jak o jednej z piękniejszych sytuacji jaka mnie ostatnimi czasy spotkała. Na równi z godzinną terapią u nauczycielki języka angielskiego. Do czego zmierzam? Największym pozytywnym ciosem w serce jest ten, kiedy otrzymujemy od drugiego człowieka coś, czego byśmy się po nim absolutnie nie spodziewali. Nauczyciel jak nauczyciel. Jest, uczy, pomaga, ale kiedy to wszystko dzieje się w ciągu roku szkolnego, dzieciaki nie zwracają na ten aspekt aż tak ogromnej uwagi, nie doceniają trudu włożonego w ich edukację. I ja też tak postępowałam. A teraz, będąc na skraju załamania swoją nieudolnością, powracam i kłaniam się temu człowiekowi nisko za tak wielkie zaangażowanie i rękę wyciągniętą w moją stronę bez żadnego "ale", bez osądów, raczej z nadzieją na wygraną i świadomością odnalezienia światełka w tunelu.
Zaczęłam interesować się przerabianiem zdjęć. W kwestii fotografii jestem raczej tradycjonalistką - lubię autentyczność, a nie sto filtrów nałożonych na obraz. Jednak trzeba pamiętać, że w życiu nie należy stać w miejscu i zawsze dobrze jest coś w nim zmienić, obrać nowy kierunek, spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy. Więc myślę, że "naturalnie" stworzone zdjęcia to magia i genialność sama w sobie, ale umiejętność przemiany takowej fotografii to także nie lada wyczyn. Dlaczego Photoshop nie jest darmowy? Bo nawet do niego trzeba mieć tzw. smykałkę. Osobiście bawię się programem VSCO, który dostępny jest dla iOS jak i Androidów. Świetna sprawa. Co prawda płatny, gdy chcemy zrobić w nim coś "ponad" odgórne filtry, ale myślę, że te dostępne są na tyle dobre, że potrafią dać oczekiwany efekt, który w porównaniu z oryginałem sprawi, że wpadniemy w zadumę i pozytywne zdziwienie.
W poniedziałek opalałam się z koleżanką na żwirowni i poczułam klimat lata. Coś pięknego. Może nie było to jezioro czy morze, ale i tak było bardzo przyjemnie.
W pewnym momencie zaczęłyśmy spoglądać na chmury i stwarzać swoje wersje bieli tkwiącej w przestrzeni błękitnego nieba. Ależ przy tym zabawy było! To niezwykle pobudza wyobraźnię. Polecam. Nie tylko dzieciom. 
Wakacje, wakacje... ciepełko, wyjazdy, a moją pasją jest pisanie i muszę liczyć się z tym, że raczej statystyki będą spadać, ale cóż poradzić? Robić dalej to co się uwielbia. Choćby dla samych wspomnień. Co do wspomnień...

"Wiecie, lekarze są dziwni... mówię wam, nigdy, przenigdy nie pozwolę nikomu z moich ukochanych osób płacić za rozmowę z jakąś obcą osobą. Psycholodzy i te sprawy, rozumiecie.  To jest gówno. Równie dobrze mogę rozmawiać z moimi nauczycielami i to ZA DARMO, otrzymując większą pomoc. Co za bzdura. Beznadziejny tok myślenia niektórych ludzi." 24 czerwca 2015 roku.

Co ja miałam we łbie... bladego pojęcia nie mam. A jednak po latach chciałabym skonfrontować się ze starą, młodą, głupiutką Natalią, pacnąć ją w mózgownicę i dać do zrozumienia, że jednak warto trzymać się powiedzenia: Nigdy nie mów nigdy, bo... nigdy nie wiesz, co może się wydarzyć. Dziś z nutką niepewności, ale jednak wiedząc czym jest praca psychologa prawdopodobnie za kilka dni zawitam do gabinetu jednego z nich. I mam nadzieję, że nareszcie moja dojrzałość pozwoli na porządne ocenienie pracy i sposobu podejścia tej osoby.
Lednickie koszulki... Sporo refleksji można z nich wyciągnąć. No bo tak chyba jest, nie sądzicie? Do niczego nie można ludzi zmuszać, ale jeśli uważamy coś za słuszne, warte przekazywania dalej, naprawdę temu ufamy, to naszym obowiązkiem jest głosić prawdę, w którą (i której) wierzymy. Dziś Święty Mateusz w Ewangelii powiada, byśmy wystrzegali się pobożnych uczynków wykonywanych na pokaz. Namawia nas do pokornej modlitwy w ukryciu. I to wszystko jest jak najbardziej okej, ale będąc chrześcijaninem trzeba mieć w sobie świadomość i umiejętność odróżniania obłudy od przekazywania Dobrego Słowa bliźnim. Rozumiecie? Z jednej strony nie ma co siać zamętu, brać krzyża na ramiona i krzyczeć na środku ulicy, jakimi to my nie jesteśmy gorliwymi wierzącymi. A drugą stroną medalu jest fakt, iż będąc zamkniętymi w czterech ścianach nie mamy możliwości wypełniania słów Chrystusa, a trzeba pamiętać, że wyłącznie po owocach nas poznają.
https://www.youtube.com/watch?v=EJJgoPIIOgw


"Byłeś czysty, czysty jak górskie źródło,
Twoje gorące serducho biło tak bardzo równo.
Bardzo równo, uśmiechnięta buzia,
W ludziach dostrzegałeś Chrystusa, ta Twoja czysta dusza.
Tak bardzo kochałeś się w życiu,
W życiu nie myślałeś o niczym innym niż być tu."

Trzymajcie się! 

~~Zbuntowany Anioł

czwartek, 15 czerwca 2017

Boże Ciało - Deum sequere.

"Gdy milczysz, zawsze masz nadzieję, że ta druga osoba przerwie to milczenie.
I najczęściej działa to w obie strony, dlatego tak wiele miłości i przyjaźni kończy się w sposób niewyjaśniony."

"[...] Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba." 1 Kor 10, 16-17

Hej!

Z wczorajszym zaliczeniem matematyki oficjalnie zakończyłam ten rok szkolny.
I choć będę musiała jeszcze nadrobić pewne niepoukładane sprawy, to od dziś nie myślę już o licealnych murach.
Cóż mogę powiedzieć... Jestem wykończona psychicznie. Presja, ciągła niepewność, lęk i cała masa innych negatywnych emocji, które przez tyle miesięcy kumulowały się we mnie. Codziennie, po trochu, coraz bardziej i bardziej, było ich więcej, były silniejsze w swym okrucieństwie. W znacznym stopniu to ja zawaliłam tak wiele sytuacji, z których mogłam wyjść bez ran, ale ta ciągła świadomość, że musisz zadowolić każdego wokół ciebie nie dawała spokoju. Dodajmy do tego moją wrażliwość i tęsknotę za dawnym życiem... Och, to był rok o którym chcę zapomnieć. Jest jednak kilka "ale"! Spotkałam wspaniałe koleżanki, stworzyłyśmy świetną ekipę i trzymamy się razem, co by się nie działo. Zmagania z poligonem, lekcje musztry, spotkania z żołnierzami - nowe doświadczenia, przygody godne pozostania w głowie. I ta piękna świadomość, że trafiłaś na polonistkę z krwi i kości, która zaraża cię pasją do języka polskiego i... tak mocno wierzy w siłę uczniów. Kłaniam się nisko i zawsze dziękuję Bogu, że postawił na mej drodze te kilka osób, które dają mi nadzieję na przeżywanie dobrego życia.
Dzisiejsza uroczystość jest dla mnie taką, która do końca życia pozostanie niezgłębioną tajemnicą. I bardzo dobrze. Nie wszystko musi być idealne pod względem naszego pojmowania świata.

Kiedy czytam drugie czytanie, przypominam sobie homilię biskupa Rysia na Lednicy: "[...] Księga Liczb i Księga Wyjścia mówi, że kiedy Mojżesz uderzył laską w skałę, to "wytrysnęła woda tak, że cały lud mógł się napić". Naprawdę chcecie pić sami Ducha Świętego? Naprawdę chcecie doświadczenia miłości od Boga w pojedynkę? Nie chcecie tego, żeby Duch Święty tej nocy uczynił nas wszystkich Kościołem? Żeby nas uczynił Ciałem? Żeby nas uczynił dla siebie wzajemnie członkami? Żebyśmy mieli poczucie, że każdy potrzebuje tego, który jest obok, i że każdy potrzebuje każdego z tych dziesiątków tysięcy, które są na tym polu? Nie chcecie, żeby Duch nas uczynił jednością?"
No właśnie... Mnie zawsze niesamowicie inspirują takie święta. Po pierwsze pokazują, że nie jesteśmy zamknięci w kościele, w swoich wspólnotach, parafiach i kiedy widzę, jak wielu nas jest na Mszy Świętej... To zapiera dech w piersiach i sprawia ogrom radości. Druga sprawa - Jezus jest niezwykle pokorny i za pośrednictwem księży może pokazać się całemu światu. Ukryty w monstrancji, a jednak otwarty na lud, który nie zawsze na Niego czeka.
Widzę pokorę także w postawie kapłanów... Oni doskonale wiedzą, że choć zostali powołani do służby, w gruncie rzeczy nie są godni, by nieść Kogoś tak wielkiego jak Jezus Chrystus. A jednak mają taką możliwość, schylają głowę i mają w swoich dłoniach niezmierzoną żadną miarą, bezcenną, delikatną Miłość. Miłosierdzie pod postacią chleba i wina, a jednocześnie Ciała i Krwi. Nie jestem kimś, kto mógłby wytłumaczyć sens przeistoczenia... Mogę jedynie się nad nim zachwycić i spróbować zachęcić was do tego samego. Do autentycznego przeżywania wiary. By inni mogli poznać nas po owocach pracy... niełatwej pracy, polegającej na głoszeniu Dobrego Słowa i czynieniu innym jak najlepiej.
Zdaję sobie sprawę z tego, że te dzieciaczki nie mają bladego pojęcia, dlaczego i dla Kogo sypią kwiatki, ale jest to bardzo wzruszające. One tak bezgranicznie się cieszą! I ufam, że Bóg także jest szczęśliwy, bo On doskonale wie z jakiego powodu ulice w jednej chwili stają się dywanami z kwiatów... z tego naturalnego aspektu, który został stworzony właśnie przez Niego. To jest takie zakręcone i niewiarygodnie piękne, że przysięgam, ale brakuje mi słów, by móc opisać fantastyczność tego typu przedsięwzięć.
"Eucharystia to nie wygodne grillowanie, ale spotkanie, które musi mnie realnie kosztować, które musi mieć przedłużenie po wyjściu z kościoła. Właśnie w moich z innymi relacjach. Eucharystia musi się zaczynać na długo przed przyjściem tu do kościoła. Gdzie? Ano właśnie w moich z innymi relacjach. Ona nie może być wyrwana z kontekstu mojego codziennego życia. Wtedy jest pustym znakiem, niezrozumiałym dla nikogo." - pisał dziś o. Grzegorz Kramer na swojej stronie internetowej. 

Najbardziej w życiu pragnę, by to, co tutaj piszę i to, o czym mówię na co dzień nie było sztuczne, monotonne, nie było tylko ładnie ujętymi słowami, ale faktycznym czuciem i świadomością Jego łaski. Naprawdę chcę mieć w sobie tak silną wiarę, ażeby móc oddać się Panu w całości, tak jak On robi to dla mnie, dla ciebie, dla wszystkich. Czy to zauważamy, czy nie. Czy w to wierzymy, czy nie. Czy żyjemy Jego Słowem, czy nie. A jak jest z wami? Co czujecie? 
Kilka wpisów wcześniej pisałam o nowym albumie Tau - "On" i choć Piotrek wstawił legalny, darmowy odsłuch, to mimo tego postanowiłam wczoraj kupić płytę... dwie płyty (!) i jestem bardzo dumna z tego, że on potrafi w tak niezwykle trafny sposób przelać swą silną wiarę na papier i dzielić się świadectwem z innymi. W listopadzie koncert w Gnieźnie. Trzeba dożyć. Dla takich cudów warto.
"[...] tak się cieszę, że On nikogo nie pospiesza z miłością. Zawsze masz czas na uwielbienie Stwórcy. On czeka. Nieustannie. Przez cały czas jest przy nas, ale tylko od nas zależy, czy my będziemy przy Nim. To cudowne. Zdawać sobie sprawę z tego ogromu wspaniałości, jaką nas Ojciec obdarza." - wpis sprzed roku w tą samą uroczystość.

Bazgroliłam dziś, przepraszam, ale są takie kwestie w życiu, których nie da się perfekcyjnie i tak jakby się chciało opisać oraz przekazać innym, niektóre trzeba poczuć na własnej skórze. Po prostu. 

~~Zbuntowany Anioł